70 lat temu wielu wierzyło, że oto wkraczają na ostatni etap ścieżki, która wiedzie wprost do wolnej Polski. Zaślepieni romantyczną ideą nie potrafili dostrzec, że ten Szlak Łez doprowadzi ich, a przy okazji także rzesze biernych obserwatorów, do samego piekła. Łatwo oceniać z perspektywy czasu, gdy samemu nie jest się zmuszonym przez okoliczności, rozkazy czy własny młodzieńczy entuzjazm i patriotyzm do działania; do postawienia się w jaspersowej sytuacji granicznej. Ale nikt nie może odebrać nam, żyjącym obecnie, prawa do wyciągania wniosków z błędów popełnionych przez naszych przodków. Bo Powstanie Warszawskie było błędem. Przytaczając słowa Talleyranda: to gorzej niż zbrodnia - to błąd!
Nie zamierzam wchodzić w rolę historyków, którzy zapisali już setki książek na temat samego Powstania, akcji "Burza" i historii Polski u schyłku Drugiej Wojny Światowej. Chcę jedynie przy okazji kolejnej rocznicy zwrócić uwagę na pewne fakty. Dlaczego Bóg, czy też inna Wyższasiłametafizyczna musiała przychylić się do jego prośby? Przypomnę: "Myślałem już nieraz, że umierając przeklnę Polskę. Dziś wiem, że tego nie zrobię. Lecz gdy po śmierci stanę przed Bogiem, będę go prosił, aby nie przysyłał Polsce wielkich ludzi." A właśnie wielkich ludzi, "wyposażonych" w głębię spojrzenia i analizy realistów politycznych, nam zabrakło. Zbyt wielu było zamiast tego drobnych karcianych szulerów zdolnych jedynie do blefu i gry va banque licząc przy tym na skutki co najwyżej szachowego gambitu. Bo czym była w istocie akcja "Burza", jak nie masową dekonspiracją i liczeniem na to, że sowieci porażeni tą demonstracją "siły" postanowią uszanować terenową reprezentację rządu londyńskiego. Jak bardzo bezmyślna i nierealna to była wizja pokazało działanie Armii Czerwonej po wspólnym wyzwoleniu Wilna i Lwowa, kiedy to akowcy zostali pochwyceni przez sowietów po zakończeniu walk. Oficerowie i podoficerowie zostali zesłani do Sojuza, zaś szeregowców wepchnięto do mięsnego walca, który miał w ciągu następnych dziesięciu miesięcy przetoczyć się po Niemcach na zachód. W tym miejscu warto nadmienić również, że Warszawa była wyłączona z planu akcji "Burza"! Powstanie Warszawskie nie było aktem tej tragedii, lecz melodia w obu przypadkach brzmiała tak samo - Dies irae...
Polecam zapoznać się ze stroną i z zamieszczoną na niej książką. Jest to cenny głos w debacie na temat Powstania. Głos, który zadaje pytania, kwestionuje i nie godzi się na wynoszenie pod niebiosa aktów patriotyzmu "po których choćby potop", w duchu podniosłe, patetycznej dożynania narodowych elit i ludzi czynu, którzy do tej pory nie skonali w Auschwitz czy nie leżą pogrzebani w lasach pod Kozielskiem. Jak mogłaby się potoczyć historia, gdyby Kolumbowie nie wykrwawili się na szańcach Warszawy? Czy zginęliby w NKWDowskich katowniach przy zaprowadzaniu władzy ludowej? Czy może ściągnęliby 1956 rok z Budapesztu do Warszawy? A może otrząśnięcie się po stalinizmie przyszłoby już w 1953 roku? Nikt nie może jasno odpowiedzieć na to pytanie. Ale jedno wiemy na pewno - przybyła nam kolejna narodowa klęska zalana brązem i ustawiona na dziedzińcu tożsamości historycznej. Moją intencją nie jest jej stamtąd usuwać. Ja chcę, by nikt nie starał się tego tragicznego posągu pomalować złotą farbą.