Znany i (nie)lubiany Szmul (użytkownik tego forum dyskusyjnego, biegły runeter), po wielu wojnach z moderacją i rusofobicznymi hordami ukrofilów postanowił przenieść gross swojej działalności na bloga. Trzeba przyznać, że sporo się tam dzieje, choć są to raczej wrzutki dotyczące incydentów niż przekrojowe opracowania. Głównie zachodnie rubieże (Nowo)Rosji, ale nie tylko. Warto zaglądać od czasu do czasu.
poniedziałek, 24 sierpnia 2015
środa, 12 sierpnia 2015
Cudaczne Kino Marudy: 6. 12:00 (trylogia)
Wszyscy na świecie wiedzą czym jest Hollywood. Powszechnie znane jest również Bollywood. Tollywood jest znany nie już tak szerokiemu gronu. A co dopiero powiedzieć o takich odmianach jak ugandyjskie Wakaliwood czy Ghalliwood rodem z Ghany? To jedynie wiedza dla wybrańców. Czas to zmienić!
Dzisiaj przybliżę Wam moi drodzy czytelnicy dzieła tego ostatniego zagłębia filmowego na przykładzie dzieła z 2011 roku pod tytułem "12:00" albo "Twelve o'clock". Jeśli chciałbym zaklasyfikować je do jakiegoś gatunku, czy nadać mu tę czy inną łatkę, musiałbym zdecydować się na dramat z elementami kina akcji i sci-fi. Tematem filmu jest bowiem tajemnicza plaga spadająca na ludność Ghany i zbierająca wśród niej straszliwe, śmiertelne żniwo. Nad opracowaniem leku pracuje tajemnicza organizacja pozarządowa. Jednakże jeden z jej eksperymentów kończy się fatalnie. Jakie będą tego konsekwencje? Czy uda się uratować kraj przed epidemią?
Trudno jest mi jednoznacznie ocenić tę kinematograficzną pozycję składającą się z trzech części. Na wstępie należy uczciwie powiedzieć, że dzieło zrealizowane zostało raczej z myślą o odbiorze w całości, dlatego też by domknąć jakiekolwiek wątki poczekać trzeba do końca ostatniego filmu. A jest to przygoda na ponad trzy i pół godziny. Jak w każdym na wpół amatorskim kinie efekty wizualne podwyższają stężenie facepalmów wraz z użyciem green screenów i animacji poruszających się po ekranie (to też bardzo konkretny przytyk do "Birdemica", którego póki co jeszcze nie mogę zrecenzować i ocenić; będę potrzebował do tego obejrzeć go drugi raz), zaś użycie scenografii ograniczone jest do minimum (centrum dowodzenia NGOsa). Akcja w większości dzieje się na przedmieściach, wewnątrz bądź na zewnątrz jednorodzinnych domów. Wygląda to na obszar zamieszkiwany przez ichniejszą klasę średnią (MC lub nawet UMC), chociaż ja akurat nie mam bladego pojęcia w sprawach sytuacji gospodarczej Ghany. Wiem natomiast, że warstwa dźwiękowa zrealizowana jest bardzo przyzwoicie. Dialogi słychać wyraźnie, inne efekty dźwiękowe również (jak choćby w trakcie walk), zaś muzyka jest na ogół dobrze dobrana, wpasowująca się w klimat i nastrój danej sceny. W sprawach językowych, to film opatrzony jest angielskimi napisami, które co prawda roją się od błędów, pojawiają się nieco zbyt rzadko, a czasami błyskawicznie znikają, ale jednak pozwalają na jakikolwiek odbiór filmu. A nawet czasami dodają dramaturgii. Ogólnie rzecz biorąc, ten film wybronił się w wielu kwestiach i nie jest tak zły jak można by się było spodziewać.
Dźwięk 0 - 1 - 2
Obraz 0 - 1 - 2
Fabuła 0 - 1 - 2
Enjoyment 0 - 1 - 2 - 3
Rekom 0 -1
Suma: 6/10
Komentarz: moje pierwsze spotkanie z Ghalliwood uważam za udane. Zachęcony trailerem (który nota bene zawiera w sobie fragmenty 90% scen akcji z filmu) zasiadłem do seansu bez wygórowanych oczekiwań. Trylogia spełniła je z dużą nawiązką. Z chęcią pochylę się nad innymi produkcjami wywodzącymi się z tego zachodnioafrykańskiego kraju. Amen.
Część 1.
Część 2.
Część 3.