Gdy piszę te słowa, powoli dożywa swych dni i godzin rok 2011. Przyniósł on nam naprawdę wiele ciekawych i ważnych wydarzeń. Jednakże zarzucił nas również hektolitrami szlamu i rzeczy absolutnie o znaczeniu marginalnym, co znacząco utrudnia odnalezienie tych wartościowych i istotnych w morzu banałów. I tak postanowiłem pozwolić sobie na osobistą selekcję faktów ważnych, małoważnych, przecenionych i niedocenionych. Zachęcam do niezgadzania się z nimi i polemiki.
To było ważne
# Mistrz świata w chowanego został złapany i zabity, po prawie 10 latach, dwóch wojnach i 1.283 bilionach dolarów. Zaś jedyną rzeczą, która nam o tym mówi, to nieweryfikowalna deklaracja prezydenta Obamy. Bin Laden mógł równie dobrze zginąć w walkach o Tora Bora w grudniu 2001 r. czy kiedykolwiek indziej. Istnieją oczywiście jego taśmy audio i video, ale problemem może być ich autentyczność. Puszczając wodze fantazji można założyć, że po zabiciu Osamy w Tora Bora zarówno administracji G. W. Busha juniora jak i tzw. "al-Quaedzie" nie opłaca się przyznać do jego śmierci. Ci pierwsi nie chcą stracić legitymizacji do napompowywania prywatnego przemysłu zbrojeniowego (kiedyś chyba strzelę notkę o outsourcingu w Pentagonie za Donalda Rumsfelda!), zaś ci drudzy - charyzmatycznego symbolu, który ułatwia mobilizację ludzi i środków do realizacji idei "globalnego Dżihadu". Dlaczego zatem bin Laden zginął dopiero teraz? Każda ikona kiedyś ginie. Obama musiał pochwalić się jakimś dziejowym i symbolicznym dokonaniem by uratować swoją słabnącą społeczną popularność. "al-Quaedowcy" uzyskali takiego ichniejszego "Che" Guevarrę. A roli symboli nigdy nie należy nie doceniać.
# "Arabska Wiosna" trwająca już od ponad roku. W sumie można uznać to za wydarzenie en mass, ale ciekawsze jest przyjrzenie się konkretnym przypadkom. Zaczęło się od samospalenia młodego Tunezyjczyka po tym, jak policja zarekwirowała mu stoisko z warzywami. Potem potoczyło się pozornie podobnie do "zielonego ruchu" z Iranu po sfałszowanych bądź nie wyborach prezydenckich w 2009 r. - młodzież (większość społeczeństwa w tych krajach, w dodatku w dużej mierze bezrobotna) daje upust swojej frustracji i złości oskarżając rządzących o własne nie do pozazdroszczenia położenie (nie bez racji), co tłumione jest brutalną siłą. W Iranie katalizatorem był opór względem konserwatywnego establishmentu podsycany (nomen-omen) przez jego część uchodzącą za bardziej liberalne skrzydło. Skończyło się to polityczną pyskówką i w dużej mierze rozeszło się "po kościach". W krajach arabskich doprowadziło to do pozornej rewolucji. Dlaczego pozornej?
W Tunezji póki co wybrano konstytuantę. Wygrała partia "islamistyczna", a cały świat martwi się o kształt przyszłej konstytucji Tunezji. W Egipcie, mimo posiadania kawalerii niepancernej, prezydent również nie utrzymał władzy. Zastąpił go tamtejszy WRON z marszałkiem Tantawim zamiast generała Jaruzelskiego. Pytaniem otwartym pozostaje, na ile prezydent Mubarak posiadał władzę, a na ile był jedynie fasadowym figurantem w ramach tej samej kliki, która teraz rządzi Egiptem w sposób jawny. Tak czy siak, w Egipcie trwają wybory parlamentarne, które wygrają (OMG!) "islamiści" - polityczna emanacja Bractwa Muzułmanów (a nie "Bractwa Muzułmańskiego", jak się powszechnie niepoprawnie nazywa to niejednorodne ugrupowanie). W Libii NATO obaliło rząd przy skromnym współudziale zwaśnionych z Kaddafim klanów arabskich, berberskich (berberyjskich?), młodzieży sfrustrowanej nie byciem bezpośrednimi beneficjentami fortuny dyktatora i tzw. "elementów innych"(m. in. zachodni najemnicy. O co chodzi? Tak jak w Iraku, o ropę [tak, zdaję sobie sprawę z pewnej nieweryfikowalności i jednostronności powyższych dwóch źródeł, ale opuszczając równie jednostronne media mainstreamowe trzeba podjąć ryzyko zmanipulowania danych]. Idąc dalej, Bahrajn - małe państewko arabskie leżące na wyspie w Zatoce Perskiej. Sunnicka monarchia rządząca szyicką większością. Niesieni buntowniczą falą z Afryki lud Bahrajnu podniósł głowę, która została niemal natychmiast obita przy współudziale sił Arabii Saudyjskiej. Po czym król sypnął groszem i sytuacja wydaje się być unormowana. Jemen to dla mnie zagadka, która wymaga głębokiego researchu. Nie mam pojęcia, na ile współczesne tarcie rząd-opozycja są logiczną konsekwencją podziału na dwa konkurencyjne Jemeny jeszcze w 1990 roku. Nie wiem też, na ile ten podział wpisuje się w poparcie dla tamtejszej "al-Quaedy", ale może to być istotne. Dlatego ze względu na złożoność tej kwestii pozwolę sobie do niej w tym miejscu nie odnieść. Kończąc wymieniankę dochodzimy do Syrii, w której władza trzyma się całkiem nieźle, pomijając fakt, że po jej terytorium hasa sobie samozwańcza siła zbrojna złożona z ok. 20k luda. Od libijskiej sytuacji różnią ją tylko dwa fakty. Po pierwsze Syria nie ma nawet zbliżonej ilości ropy co Libia, przez co jest dalece mniej pociągającym celem bombardowań i obalania reżimu. Po drugie, mozaika etniczno-wyznaniowa w Syrii to niezły burdel. Etnicznie większość stanowią Arabowie (ok. 90% populacji), ale jest też wielu Kurdów (głównie północny-wschód kraju), a i Ormianie i ludność tureckojęzyczna się znajdzie. Wyznaniowo, większość populacji to sunnici różnych grup. Ale nie można postawić znaku równości Arab=sunnita, bo wśród Arabów są również szyici (w tym alawici - rządząca klika, której reprezentantami są rodzina Assadów i struktury siłowe kraju) oraz chrześcijanie. Chrześcijanie są różnych odłamów. Kurdowie są również podzieleni, z tym że na sunnitów i szyitów. Całym problemem tego kraju jest to, że mniejszości religijne trzymają z reżimem, bo jeśli do władzy dorwaliby się sunnici istnieje uzasadniona obawa wyrżnięcia nie tylko Assadów i alewitów, ale i innych grup niesunnickich. W każdym bądź razie nie jesteśmy w stanie tego jednoznacznie wykluczyć.
W każdym bądź razie rozpisałem się bez powiedzenia, dlaczego ta całą "Arabska Wiosna" jest istotna. Otóż, o ile nikogo (poza turystami) nie obchodzą losy małej Tunezji, to rosnące antyamerykańskie i antyizraelskie nastroje w niespełna 80-milionowym Egipcie mogą zagrozić długofalowemu bezpieczeństwu Izraela, a jak wiemy zagrożony Izrael trzyma pod łóżkiem tyle bomb atomowych, że bez pomocy USA byłby w stanie niepustynną część Iranu zunifikować z otaczającym ją krajobrazem. Niestabilność Jemenu może wzmacniać tamtejszą odnogę "al-Quaedy", już teraz uznaną przez CIA za, nazwijmy to, perspektywiczne zagrożenie. Syria jest jednoczesnym sąsiadem Izraela, Turcji i Iraku (geopolitycznie silna pozycja), a przy okazji jest "oknem na świat arabski" Iranu, który bez niej ma utrudnione zadanie wspierania libańskiego Hezbollahu i palestyńskiego Hamasu. Bahrajn jest polem bitwy Iranu z sunnickimi sąsiadami przez Zatokę - Arabią Saudyjską, Emiratami, Katarem ect. Sprawa libijska jest już raczej rozstrzygnięta - ropa zostanie w dużej części sprywatyzowana, zaś kryzys polityczny (część klanów nie chce podporządkować się NTC), militarny (plemienne bojówki nie palą się do zdania broni) perspektywicznie wieźć mogą do rozpadu państwa lub utworzenia czegoś na kształt "Somalii w wersji light" u wrót Europy. O cenie paliw i globalnej ekonomii już nie wspominam, bo to poniekąd inne i znacznie bardziej złożone zagadnienie.
To było mniej ważne niż powyższe, ale wciąż dostatecznie istotne
# Podział Sudanu na arabski, muzułmański, rozwinięty, ~30 milionowy Sudan ze stolicą w Chartumie (już bez ropy) i murzyński, chrześcijański, zacofany, ~8-9 milionowy Sudan Południowy ze stolicą w Jubie (już z ropą). Każdemu kto wie, gdzie leży Sudan, powinny zapalić się w głowie lampki o nazwach "Darfur" i "dyktatura Omara al-Baszira. Casus secesji Południowego Sudanu może być przy okazji precedensem o potencjalnie podobnej sile rażenia co niepodległość Kosowa - afrykańskie kraje to tak naprawdę mozaika etniczno-wyznaniowo-kulturowa i rewizja granic między niektórymi państwami może w kolejnych latach stać się palącym problemem.
# Fukushima. Wspominam o niej ze względu na bezzasadną falę masowej paniki, która wybuchła po katastrofie w Japonii. Mało ludzi na świecie wydaje zdawać sobie sprawę, że był to reaktor starego typu, że po sobie postępowały klęski naturalne takie jak trzęsienie ziemi i tsunami. Mimo to Niemcy wyłączyły swoje elektrownie i istnieje szansa na przyszłość (niestety zdaje się, że zahamowana ratowaniem Grecji i kryzysem strefy Euro) by tak wielka gospodarka w skali świata w kilku-kilkunastoletnim procesie przestawiła strukturalnie swój sektor energetyczny na energię z zasobów odnawialnych. Czy to się wydarzy, czy też raczej nie - czas pokaże.
Wydarzenia przecenione
# Śmierć tak herr Jobsa jak i Kim Dzong Ila. W obu przypadkach jest to coś wartego odnotowania, nie zaś przeżywania "again-and-again" przez tygodnie i miesiące. Jobs nie zabrał marki Apple do grobu, zaś odejście Umiłowanego Przywódcy nie doprowadziło do 1) ponownego wybuchu wojny domowej na Półwyspie Koreańskim, 2) nuklearnego bombardowania Seulu/Tokio/Los Angeles ani 3) krwawej walki o spuściznę po komunistycznym monarsze. Możemy spać spokojnie. Były to wydarzenia o równie marginalnym znaczeniu, co ślub na innym monarszym dworze. Wszyscy wiemy o co chodzi, a mi się linkować nawet tego nie chce.
Wydarzenia niedocenione
# Upadek gazety "News of the Day", jak fama głosi - najbardziej zepsutej moralnie gazety, która dała się złapać za rękę. Bliżej sprawę opisuje na swoim blogu Wojciech Orliński.
# Dla ostatniego, hmm, nie tyle wydarzenia co zjawiska postanowiłem nawet ufundować specjalną nagrodę Niedocenionego Kasztana. Otrzymuje go Turcja, a ściślej turecka myśl w polityce zagranicznej w mijającym roku. Otóż, Turcja za rządów AKP stara się z jednej strony utrzymywać prozachodni kurs (UE, te sprawy), zaś z drugiej - wzmacniać swoją pozycję w regionie. Zaś dzięki "Arabskiej Wiośnie" premier Erdogan zyskał wyjątkowy pretekst i okazję ku temu. Przy okazji tzw. "Flotylli Wolności" wydalił ambasadora Izraela i zagroził Izraelowi wysłaniem marynarki wojennej (skończyło się na słowach), a nawet doprowadził do zmiany systemu identyfikacji swój-obcy na mysliwcach F-16 tak, żeby izraelskie maszyny mogły być traktowane również jako wróg. Ponadto, Turcja i Iran powoli zbliżają się do siebie. Co może wyniknąć z tej współpracy dla dwóch z trzech demograficznych gigantów Bliskiego Wschodu? Trudno ocenić, ale to na pewno było jednym z ważniejszych wydarzeń w regionie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz