sobota, 14 grudnia 2013

Oenzetem w Obcych

Ludzkość znalazła się nad przepaścią. Istnienie kosmitów stało się faktem, choć póki co znanym jedynie dla głów państw, szefów rządów i naukowej elity świata. Zgodzili się oni założyć organizację X-COM (Extraterrestrial Combat Unit), która ma za zadanie odparcie groźby ataku sił wrogiej cywilizacji. Nie było jasne kto stanie na czele tej walki, dlatego też wybrano Ciebie. A do pracy trzeba ruszyć już od 1 stycznia 1999 roku, zatem na kacu.

UFO: Enemy Unknown to starusieńka gra, więc bez DosBoxa nie podchodź. Jako fan X-Files i tematyki paranormalnej postanowiłem się w końcu nią zainteresować. Ostatecznym katalizatorem był wpis Orlińskiego, przez co odświeżyłem sobie mounty i inne cdy. Niestety, powstrzymanie zakusów obcej cywilizacji nie należy do najłatwiejszych rzeczy pod Słońcem!

Przede wszystkim budżet to jakiś żart. Składka kapryśnych państw, które nie potrafią docenić starań na rzecz dawania kosmitom po łapach. Dlatego też ciężko się gra z pozycji naukowca, który stale zwiększa nakłady na rozpracowanie technologii pozaziemskich. Prędzej czy później, wraz z utratą drogich myśliwców czy żołnierzy, finanse lecą na łeb na szyję. Dlatego łatwiej gra się z pozycji menedżera korporacji produkującej laserowe karabiny na czarny międzynarodowy rynek. Ponadto, korzystanie z naukowców/inżynierów jak stażystów (i przenoszenie ich między bazami pod koniec miesiąca) daje możliwość obejścia konieczności płacenia im! Daje to odpowiednie wsparcie finansowe odciążając nas z nieprzyjemności części kosztów stałych. Niestety, kwestia racjonalnego zarządzania kosztami nie zapewnia nam taryfy ulgowej i jeśli zaliczymy 2 "chude" miesiące zwalczania kosmitów z rzędu to cały świat z automatu wycofa swoje finansowanie X-COMu, przez co widzimy ten obrazek i gra się kończy. A przecież gdzie moja wina, że myśliwce nie radzą sobie z dogonieniem latających spodków? Dajcie hajs na badania i produkcję lepszego sprzętu na użytek X-COM, mendy!

Przechodząc ze skali makro na mikro, każdy żołnierz ma znaczenie. Na misję Skyranger (póki nie wynajdziesz hybrydowo czegoś lepszego) zabiera maksymalnie 14 komandosów. Naprawdę bolało, kiedy podczas uwalniania Teheranu od ataku terrorystycznego (sic!) alienów straciłem 7 z nich, w tym pułkownika. Wtedy też doceniłem bardziej taktyczne rozgrywanie walki. Początkowo dawałem się zmylić rosyjskobrzmiącym nazwiskom połowy składu, gdyż stosowałem raczej "human wave" i kilka strzałów pojedynczych w następnej turze tych, którzy przeżyli dobiegnięcie w zasięg wzroku wroga. Obecnie raczej walka przyjęła formę żółwiej ofensywy od osłony do osłony z przygotowanym w razie czego ogniem automatycznym oraz spray and pray gdy już obcy zostanie namierzony. Casualties spadły do 1-3 przy okazji ciężkich walk, ale co z tego, skoro politycy nie są w stanie docenić progresu?

Obecnie poszukuję jakiegoś złotego środka między płynnością finansową, intensywną realizacją 'air superiority', rozwojem technologicznym, rozbudową i lokowaniem baz... I ciężko jest. Jak w innych grach z lat '90. A i tak gram na najniższym poziomie trudności, póki nie uda mi się wygrać. Taki ze mnie casual :(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz