poniedziałek, 26 września 2011

Nadciąga paź Dziernik

Niby nocka jest nocka, ale dopiero co zdałem sobie sprawę, że od nieco ponad 3 godzin trwa nominalnie rejestracja na zajęcia semestru jesiennego. Jako że obecnie krążyłem po odmętach Internetu - mogę zaklepać sobie jakiś przedmiot. Na przedmiocie nr Einz limit górny 25 studentów, zaś na przedmiocie nr Zwei - też jedynie 25. Rzut zmęczonego oka na terminy, czy aby się mi z niczym nie pokrywa... Wszystko "orajt". Syllabusik, opis przedmiotu, wymagania, zaliczenie...

Wybieram bramkę nr Einz. I idę spać, bo ile można przy tym kompie siedzieć.

niedziela, 25 września 2011

sobota, 17 września 2011

Siedemnasty września po latach

Witajcie!

Z okazji kolejnej rocznicy napaści Sowietów na nasz kochany Vaterland postanowiłem przypomnieć sobie, zaś przy okazji umieścić na swoim nowym blogu refleksyjny tekst ze starego. W sumie myślałem, że on był jakiś zeszłoroczny, czy coś. Wyszło jednak na to, że popełniłem go w 2008 roku, zatem nieco wcześniej niż myślałem. Z drugiej strony, moje poglądy na sprawę w sumie nie uległy zmianie. A zatem, enjoy.

Siedemnasty września to dzień, który zapisał się jednoznacznie w historii stosunków między Polską a Rosją. Tego dnia Związek Sowiecki, łamiąc ważny wciąż pakt o nieagresji, wkroczył do Polski ogromnymi siłami wkładając nam nóż w plecy. Choć z rozmiaru sił, jakimi dysponowali sowieci bardziej adekwatna byłaby metafora o zweihänderze przecinającym ciało na pół. A siły te liczyły przeszło Ma 620 tysięcy żołnierzy, 4700 czołgów i 3300 samolotów. Jak widać Stalin chciał mieć jak największą pewność, że możliwie szybko i małym nakładem sił osiągnie propagowane przez siebie "wyzwolenie braci pracującej spod pańskiego obcasa". Rzeczą wartą zastanowienia jest reakcja naszego naczelnego dowództwa. A raczej samego naczelnego wodza, marszałka Edwarda Rydza, ps. "Śmigły". Ten, kto się nieco w tematyce orientuje wie, że to właśnie Wódz wydał rozkaz by "Z sowietami nie walczyć". Jaka była tego geneza?

Proponuję tutaj skupić się szerzej na czynach marszałka Rydza latem i we wrześniu pamiętnego roku. Otóż, marszałek Rydz wojskowym nie był najlepszym i najkompetentniejszym z możliwych, jednak uzyskał błogosławieństwo marszałka Piłsudskiego i sanacyjnego stronnictwa. Był więc militarnym reprezentantem sanacyjnej władzy, która (powiedzmy sobie szczerze) nie należała do najszczęśliwszych lecz, co wielokrotnie się podkreśla, była wtedy potrzebna. Zaś środowisko sanacyjne składało się w dużej części z ludzi związanych z Legionami i chcącymi być za takich postrzegani. Środowisko rozhukanych, ekstrawaganckich indywiduów jak generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski. I z takiego właśnie środowiska wywodził się marszałek Rydz. "Swój człowiek". Jednakże samo środowisko nie odpowiada za takie a nie inne decyzje. Co zatem to spowodowało?

Stosunkowo jasnym jest, iż w ówczesnym sztabie, jak i w ówczesnej mentalności żywe było wspomnienie dobrego alianta, jakim była Francja. Przez to wpływy francuskie, jeśli chodzi o współpracę i decyzyjność były duże. Przykład? 30 sierpnia Polska ogłosiła mobilizację powszechną, jednakże pod naciskiem aliantów została ona odwołana, by dnia 31 sierpnia postawić na swoim i ogłosić mobilizację ponownie. Powstał chaos, który towarzyszył całym naszym siłom zbrojnym na przestrzeni obrony naszej ojczyzny przed nazistowską i stalinowską nawałą.

Chaos to swoiste słowo klucz. Nawpółnowoczesna armia dowodzona na sposób anachroniczny przez człowieka, który jest stosunkowo podatny na wpływy otoczenia i niezdecydowany w krytycznych momentach. Proponuję teraz postawić się w pozycji zarówno adwokata, jak i oskarżyciela marszałka Rydza. Hasła do rozwinięcia - koncepcja wojny, plany obrony, kompetencje, "z sowietami nie walczyć", odwrót czy ucieczka? .

Koncepcja wojny

Widać tutaj wyraźnie wpływy aliantów, gdyż wojsko polskie miało walczyć tak długo jak tylko się dało, a alianci ruszą w powietrzu pierwszego dnia wojny, na lądzie trzeciego i z ofensywą piętnastego dnia. Założenia, jeśli byłyby wypełnione w stu procentach przez Francję i Wielką Brytanię doprowadzić mogłyby do pokonania III Rzeszy i bezsprzecznego zwycięstwa. Jednakże pozostały one jedynie w sferze deklaracji, bez faktycznego przełożenia na świat realny. W tym punkcie faktem jest, iż marszałek Rydz nie zawinił. Polska nie miała dostatecznie silnego głosu by formować własne plany wojny. Trzeba się było dopasować i przyjąć konieczność prowadzenia wojny obronnej.

Plan obrony

Ta sprawa jest pośrednio związana z powyższym punktem. Narzucona nam została konieczność prowadzenia wojny obronnej, lecz można było wysnuć inne jej założenia. Krytycy marszałka Rydza kładą nacisk na to, że obrona całej długości granicy była samym w sobie samobójstwem. Uważają oni, że znacznie lepszym byłoby bronienie linii Wisły i Narwi. Jest to z jednej strony koncepcja słuszna, gdyż mądrze jest wykorzystywać naturalne bariery i możliwie najefektywniej korzystać z rzeźby terenu. Jednakże marszałek Rydz zdawał sobie sprawę z politycznych i propagandowych możliwości wykorzystania wejścia Wehrmachtu do ledwie bronionej wielkopolski, na pomorze i górny Śląsk. Poza oczywistym walorem gospodarczo-przemysłowym tych ziem nie można wykluczyć, że Hitler wykorzystałby w dyplomacji z Francją i WB fakt iż Polacy nie stają do walki i tak na prawdę już zajął wszystko, co chciał. A miałby serce i płuca polskiej gospodarki.

Kompetencje

Poważnym grzeszkiem Naczelnego Wodza było zachowanie archaicznie scentralizowanego aparatu dowodzenia. Dowódcy korpusów, a nawet niezależnych brygad nie byli w stanie wykazać się inicjatywą, gdyż wszystkie ruchy tych jednostek miały uzyskać akceptację marszałka Rydza. Sytuacja była również odwrotna, oddziały te były zmuszone do wykonywania jego poleceń i rozkazów, które stawały się z biegiem czasu coraz mniej realne na skutek dynamicznie rozwijającej się sytuacji na frontach. Sytuacja uległa znacznemu pogorszeniu, kiedy Naczelny Wódz opuścił 6 września Warszawę, czyli jedyny jako-tako wydolny ośrodek łączności w kraju. Ponadto, w chwili gdy niektórzy generałowie (np.: Juliusz Rómmel, Stefan Dąb-Biernacki czy wielu innych) wykazywali się rażącą niekompetencją lub nawet dezercją, brakowało wyboru trafnych następców i wyciągania wniosków. Częściowo można to usprawiedliwiać zaufaniem do "swoich", ale "swój" nie zawsze znaczy "lepszy". A ta prawda bardzo boleśnie uderzyła nas w twarz.

"Z sowietami nie walczyć"

Trudno tutaj mówić o zlekceważeniu przez Naczelnego Wodza zagrożenia ze strony sowietów. Trudno tutaj mówić o stanie wiedzy aliantów, którzy na pewno naciskali na marszałka Rydza, by nie przykładał ręki do rozpętania kolejnej wojny na przestrzeni niespełna trzech tygodni. W ogóle trudno mi coś więcej na ten temat powiedzieć. Wydaje mi się, iż zarówno alianci, jak i same Naczelne Dowództwo bardzo chciało wierzyć, iż jeśli nic z zaistniałym problemem nie zrobimy, to jakoś to będzie. I, za przeproszeniem, jakoś było. Stalin potrzebował jedynie pretekstu do dokopania "Pańskiej Polsce" i wytarcia tego "wersalskiego bękarta" z map świata raz na zawsze. Pretekst dość płytki i banalny, ale i nawet bez tak fasadowego działania WB i Francja w imię obrony Polski nie wypowiedziałyby wojny Związkowi Sowieckiemu. A dlaczego by nie wypowiedziały, każdy niech sam sobie na to pytanie odpowie.

Odwrót czy ucieczka?

Ostatnie hasło do którego powinienem się odwołać, a w sumie nie czuję się kompetentny. Mogę tutaj jedynie powiedzieć, iż jeśli polski rząd nie wyemigrowałby w trakcie działań zbrojnych być może nie mielibyśmy "polskiego rządu na uchodźstwie" i sprawa polska zostałaby przez aliantów zarzucona znacznie wcześniej, niż w rzeczywistości była. Bo, nie oszukujmy się, w Teheranie i Jałcie byliśmy jedynie karta przetargową, którą Zachód grał jak chciał. Jednakże jeśli nie byłoby legalnego spadkobiercy legalnego i prawomocnego rządu polskiego, alianci nie zwracaliby na nas już żadnej uwagi. A tak od czasu do czasu Naszym w Londynie udawało się naciskać na rząd brytyjski w różnych sprawach, czy to "cichociemnych", czy zbrodni ludobójstwa a la Katyń. W sumie marna pociecha, ale jest.



Oczywiście zdaję sobie sprawę, że moje powyższe wywody nie wyczerpują tematu oceny marszałka Edwarda Rydza jako osoby, wodza czy polityka. Są jedynie odskocznią, którą można wykorzystać do dalszych rozważań, czy dyskusji nad tą jakże ciekawą i zarazem tragiczną postacią w naszej historii.



PS: Co do tej tematyki, polecić mogę film "Defilada zwycięzców", który miejscami może być mało obiektywny, bo wpisuje się w suworowowsko-rezunowską teorię o tym, że to Stalin jest odpowiedzialny za wybuch II WŚ, że "stworzył" Hitlera i chciał na niego uderzyć latem 1941 roku, lecz ten go ubiegł ledwo co. Nad tą teorią (i nie tylko) dyskutowali użytkownicy forum historycy.org w temacie, który liczy obecnie ponad 2 tysiące postów rozciągających się na ponad 150 stron. Have fun.

Pozdrawiam

czwartek, 1 września 2011

Niech się święci

Jaki mamy dzisiaj dzień, każdy zdaje się kojarzyć. 01.09 to jeden z tych dni, który na trwałe zagościł w świadomości narodowej Polaków. Raz, że początek roku szkolnego, a dwa - świadomość historyczna wybuchu Drugiej Wojny Światowej. Co do pierwszej daty trudno się spierać, ale co do drugiej...

Instynktownie każdy kto kojarzy datę pierwszego września 1939 roku z atakiem III Rzeszy na II Rzeczpospolitą będzie sobie wyobrażał zdjęcia z kronik, jak to niemiecki pancernik Schleswig-Holstein ostrzeliwuje punkt polskiej obrony Westerplatte. Była to godzina 4:45. Problemem tej tezy jest to, że pięć minut wcześniej Luftwaffe zbombardowała leżący nieopodal granicy Wieluń. A żeby jeszcze głębiej szukać, to o 4:34 Niemcy zbombardowali Tczew (wiarygodność częściowo podważa brak uźródłowienia, ale ostatecznie możnaby na to przystać). Mamy zatem trzy wersje - 4:34, 4:40 i 4:45. Przestrzeń czasowa 11 minut. A co jakby powiedzieć, że początku II WŚ wcale nie trzeba szukać w ataku Niemiec na Polskę?

Pierwszego września toczyła się przecież jedynie wojna niemiecko-polska. Wielka Brytania i Francja przystąpiły do niej dopiero 03.09, przez co przestała ona być wojną lokalną, choć cały czas działania wojenne toczone były jedynie w Europie (choć WB mobilizowała również narody Commonwealthu). Zatem czy "uświatowienie" II WŚ nastąpiło trzeciego września? Zapewne tak, ale spójrzmy, jak widzą to inne kraje, ważniejsze dla jej wyniku niż Francja i WB.

Dla Związku Sowieckiego wydarzenia z września '39 były wynikiem konieczności "obrony mienia i życia Ukraińców oraz Białorusinów zamieszkałych na terenach wschodniej Polski". Prawdziwa wojna (ta "Ojczyźniana") zaczęła się 22.06.1941 r., kiedy to niemieckie czołgi i lotnictwo przegroczyło lądowe i powietrzne granice Kraju Rad. A Amerykanie do działań zbrojnych zostali wciągnięci agresją japońską na port Pearl Harbor 07.12.1941 r., zatem dla nich to właśnie ta data będzie głównym punktem odniesienia.

Jednakże wciągając do rozważań Japonię nie możemy nie zauważyć, że ta prowadziła wojnę nieprzerwanie od 7 lipca 1937 roku do (oficjalnie) 2 września 1945 roku! Była to wojna z Chinami, której początku szukać można (na zasadzie analogii do lat '20 i '30 w Europie jako interbellum wojny 1914-45) już w 1931 roku w agresji Japonii na Mandżurię. [OFFTOPIC: tak w ogóle, to w tematyce Japonii polecam, a jakże by inaczej, swój własny tekst (oceniony na 4,5) na temat genezy japońskiego nacjonalizmu i militaryzmu od epoki Meiji do pełnoskalowego konfliktu zbrojnego z Chinami].

Jak widać im głębiej w las tym więcej drzew. Ale czasami warto wzbić się ponad polskocentryczne widzenie świata i pomyśleć, jak niektóre fakty i wydarzenia (wydawałoby się - niepodważalne) odbierane są gdzie indziej przez ludzi innych niż my.

Back to the topic

Witajcie strudzeni cyberpodróżni!

Skoro już dotarliście w moje skromne progi, rozgośćcie się, zapraszam. Mam nadzieję, że jest to przestrzeń, z której nikt nikogo nie będzie nadmiernie wyganiał, a strudzony wędrowiec zazna chwil spokoju. Pod warunkiem oczywiście, że usiądzie by na spokojnie wysłuchać marudnych bajań gospodarza i nawiąże z nim choćby nić rzeczowego dialogu.

Bo dialog rozwija. Ale marudzenie też niezgorsze.