wtorek, 30 października 2012

Czy gazeta.pl jest infiltrowana przez niemiecką agenturę?

Twierdząco na to pytanie odpowiada internauta kryjący się pod pseudonimem jaceq_1. W założonym przez siebie temacie w dziale "militaria" informuje on innych internautów o posiadanej przez siebie wiedzy i doświadczeniach. Ponadto, wyjawia listę nicków użytkowników forum zwerbowanych przez niemieckie agencje wywiadowcze.

Tyle jednostronnego przekazu. Co ciekawe, nie jest to pierwszy raz kiedy na forum gazeta.pl natknąłem się na podobnie brzmiącą wiadomość (choć nie pamiętam, czy autor podpisywał się tym samym nickiem). Dopiero jednak za trzecim razem postanowiłem zrobić print screena, jako że poprzednie dwa tematy były usuwane przez moderację. W obliczu tych informacji należy zadać sobie dwa pytania. Po pierwsze, czy jest to tylko trollerska zagrywka obliczona na sianie chaosu (choć widząc odpowiedzi internautów budzi raczej dowcipne riposty)? Po drugie - ile mimo wszystko w tym może być prawdy?

O ile na drugie pytanie nie mam możliwości odpowiedzieć ze względu na brak wiedzy, o tyle na temat pierwszego można pospekulować. Świat jest pełen oszołomów, zaś Internet wzmaga ich nadreprezentację wśród społeczności internautów. A oszołomy jak oszołomy, mogą pisać o różnych bzdurach i dziwactwach. Będą dzięki temu generować zamieszanie i rozbudzać rozmaite emocje. Ma to tym większą siłę oddziaływania, że na liście jacka1 znaleźć można najaktywniejszych użytkowników działu "militaria" na gazecie.pl, które czasem odwiedzam jako 'lurker' - obserwator, czytelnik. Z tego punktu widzenia nietrudno odgadnąć przyczyny rozbawienia internautów, którzy mimo wielokrotnego niezgadzania się ze sobą (że tak eufemistycznie to nazwę) połączeni zostają nagle w jedną grupę - zwerbowanych przez niemieckie specsłużby.

Z drugiej jednak strony, żart powtarzany wielokrotnie przestaje być śmieszny i coraz mniej osób skłonna jest traktować je na poważnie. To jest już co najmniej trzeci raz, kiedy taka teza z podobną (może tą samą?) listą pojawia się na forum gazety.pl. Jest to chyba jedyny argument za ewentualną prawdziwością oskarżeń jacka1. W każdym bądź razie trudno jest mi zawiesić mój sceptycyzm w sprawie tej spiskowej teorii dziejów. I nie dzieje się tak ze względu na uważanie przeze mnie forum gazety.pl za mało ważne z perspektywy możliwych niemieckich interesów (bo niewątpliwie wartość tego portalu jako pewnej platformy komunikacyjnej i wymiany poglądów istnieje), co zaufania we mnie nie budzi sposób przekazania informacji. Owo 'wejście do jaskini lwa i wykrzyczenie, że są tam lwy'. Bo przecież jasnym jest, że taki temat prędzej czy później wyleci bez względu na zawartość prawdy.

Swoją drogą, jeśli na gazecie.pl siedzi wywiad niemiecki, to czyj wywiad siedzi na onecie?

sobota, 20 października 2012

Przemysław Gintrowski is gone

1951-2012


Przy tej okazji media przytaczają "Mury". Ja przypomnę natomiast Requiem rozbiorowe, czyli refleksje nad wydarzeniami sprzed dwóch wieków. Niby to wszystko należy już do przeszłości, ale czy aby na pewno?

piątek, 19 października 2012

Sensacje XX wieku

Historia XX wieku niewątpliwie skrywa wiele tajemnic. Ale ile z nich znajduje potwierdzenie w faktach? Jako osoba nie mająca dojścia do źródeł, z których korzystają publicyści, pozostaje mi zachować postawę sceptyka. Chociaż niekiedy alternatywne wizje znanej nam historii są zbyt kuszące by jednoznacznie się od nich zdystansować.

Słuchowisko pana Bogusława i postmorteniczny wywiad z panem Pawłem.

środa, 17 października 2012

WiFil, aktualizacja 2012.10.17

Co ja Wam będę mówił, lubię kupować filmy po dobrej cenie. A dobra cena to np. 9,99 PLN. Wtedy łatwiej kupować filmy falami. Bo o ile dobrą muzykę ciężko jest dostać za <30 PLN od płyty, to z dziełami kinematografii jest dużo prościej. Bowiem fatalna muzyka zwykle pozostanie fatalną muzyką, zaś kiepski film cały czas może dać wiele radości. Zatem przy okazji kolejnego przekopywania saturnowych koszy w poszukiwaniu perełek (a znalazłem m. in. La Stradę!) moja kolekcja powiększyła się o kolejne pozycje. Proces ten uległ intensyfikacji, kiedy w domu odkryłem kolejnych kilka płyt jeszcze nie wpisanych do WiFila. Zatem upubliczniam świeżo zaktualizowaną listę.

Enjoy!

wtorek, 16 października 2012

Virtual insanity

Kiedyś byłem ciekawy profilu psychologicznego ludzi grających w symulatory śmieciarki, kombajnu, autobusu ect. Bo jestem w stanie zrozumieć gry z serii Tycoon, SimCity czy Simsy, bo to mniej lub bardziej rozbudowane strategie. Ale kim jest grupa docelowa, która czerpie swoją rozrywkę z czyszczenia ulic czy kopania dołów koparką? Teraz już chyba poznałem odpowiedź na to pytanie:

klik1, klik2, klik3

poniedziałek, 1 października 2012

Komentarz ws. zastrzelenia zestrzelonych

Jako że system komentarzy mi się wykrzaczył w jakimś wymiarze, postanowiłem odpowiedź do komentarza Szapiela zamieścić jako osobną notkę. Enjoy.

Problem z "newsami" pochodzącymi z Bliskiego Wschodu jest taki, że nie można oprzeć się na żadnym konkretnym źródle. Zasadniczo są dwie strony konfliktu, a każda pokazuje konflikt jako czarno-biały (w odpowiednią dla siebie stronę, oczywiście).

Przykład z Libii, który osobiście bardzo lubię. Kadafi zasadniczo podpadł całej społeczności arabskiej i nie był zbyt poważany przez Saudów, Emirów ect. Jedynymi krajami, które nie prezentowały wizji medialnej wrogiej dżamahriji były te, które dostarczały mu uzbrojenie lub traktowały inwestycje w Libię 'na poważnie'. Czyli Rosja, Chiny i niewiele więcej (być może Iran, ale nic pewnego). Reszta (tutaj: NATO, płw. Arabski) była nastawiona bardzo negatywnie do reżimu Kadafiego i często np. Al Jazeera podawała, nazwijmy to, 'niesprawdzone' informacje. Moim ulubionym przykładem jest fakt schwytania Saifa al-Islama w Trypolisie, ogłaszany tak ze 3 razy, przy czym de facto żadne z nich nie miało miejsca. I tak z bardzo wieloma faktami. Radio Erywań się kłania.

Supporterzy Kadafiego również prowadzą swoją kampanię dezinformacyjną. Przez to trudno powiedzieć, na ile prawdziwe są stwierdzenia o exGitmowcach szkolących "freedom fighterów", operacyjnym użyciu SASu w walkach czy koordynowanym przez NATO polowaniu na Kadafiego. Żadna z tych rzeczy nie jest zła z punktu widzenia interesów Zachodu, ale jest 'niekanoniczna' z punktu widzenia opinii publicznej i oficjalnych ogłoszeń.

Podobnie jest w Syrii. Mimo że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, front medialny jest niemal niezmieniony. Assad jest wspierany przez Iran, Rosję i Chiny, a przeciwnicy są zasadniczo ci sami + nowe władze postrewolucyjne z Libii i Egiptu. Przeważa tutaj pęknięcie szyicko-sunnickie. Dodatkowo kwestia frontu (a raczej "frontu") jest znacznie bardziej niejasna, przez co wszystkie doniesienia trzeba uznać a priori za mało wiarygodne. Dlatego też doniesienia Al-Arabii(!) pochodzące ze źródeł opozycyjnych (!!) sklasyfikowane przez rządzących Syrią jako "Top Secret" (!!!) powodują zapalenie się trzech ostrzegawczych lampek. Zatem jedyne co mogę napisać to 'nie wykluczam, choć bardzo wątpię'.

Co zaś z Turcją, to trzeba wziąć poprawkę na stosunki między oboma krajami. Poświęcam temu może ze dwa akapity w licencjacie. Ogólnie zaczęło się od tego, że w 1939 r. Francuzi przehandlowali Sandżak Aleksandretty Turkom w zamian za bezpieczeństwo Cieśnin Czarnomorskich. Od tego czasu relacje między Damaszkiem a Ankarą były złe, a w '90 Syria wspierała powstańców kurdyjskich. Od 1998 jednak następowało ocieplenie stosunków. I tak to trwało do wybuchu Arabskiej Wiosny, kiedy to okazało się, że polityka Erdogana poniosła swoją największą klęskę właśnie w Syrii.

I tak, jeśli wierzyć doniesieniom medialnym, Turcja dosyć otwarcie pomaga antyassadowcom zapewniając zaplecze i transport broni z AS i krajów Zatoki, Irańska Gwardia Rewolucyjna (bez)pośrednio wspiera siły rządowe, a Damaszek odpalił kurdyjską bombę.

Dlatego odpowiadając na pytanie, nieważne czy Turcy wiedzieli o ewentualnej sprawie 'dobicia' pilotów przez Syryjczyków czy nie, i tak nie mogą z tym nic zrobić. Erdogan zapędził się w ślepą uliczkę, z której nie ma wyjścia "z twarzą". Podjął decyzję o sprzeciwie wobec Assada mając nadzieję na jego szybki upadek (jak Ben Alego w Tunezji czy Mubaraka w Egipcie), ale niemiłosiernie się przeliczył. Żadna ze stron nie może sobie wizerunkowo pozwolić na pojednawcze wyciągnięcie dłoni, póki nie rozstrzygnie się kto wygra wojnę domową w Syrii. Jeśli lud obali Assada, nie będzie się trzeba z nikim pojednywać. Ale jeśli nie...

I w ogóle, ciężko się odpowiada na takie pytania w komentarzach. Trudno się formatuje. Będę musiał jakoś w październiku strzelić jakąś notkę o regionie. Może Syria, może Iran, może Izrael, jeszcze nie wiem.

Pozdrawiam!