poniedziałek, 1 października 2012

Komentarz ws. zastrzelenia zestrzelonych

Jako że system komentarzy mi się wykrzaczył w jakimś wymiarze, postanowiłem odpowiedź do komentarza Szapiela zamieścić jako osobną notkę. Enjoy.

Problem z "newsami" pochodzącymi z Bliskiego Wschodu jest taki, że nie można oprzeć się na żadnym konkretnym źródle. Zasadniczo są dwie strony konfliktu, a każda pokazuje konflikt jako czarno-biały (w odpowiednią dla siebie stronę, oczywiście).

Przykład z Libii, który osobiście bardzo lubię. Kadafi zasadniczo podpadł całej społeczności arabskiej i nie był zbyt poważany przez Saudów, Emirów ect. Jedynymi krajami, które nie prezentowały wizji medialnej wrogiej dżamahriji były te, które dostarczały mu uzbrojenie lub traktowały inwestycje w Libię 'na poważnie'. Czyli Rosja, Chiny i niewiele więcej (być może Iran, ale nic pewnego). Reszta (tutaj: NATO, płw. Arabski) była nastawiona bardzo negatywnie do reżimu Kadafiego i często np. Al Jazeera podawała, nazwijmy to, 'niesprawdzone' informacje. Moim ulubionym przykładem jest fakt schwytania Saifa al-Islama w Trypolisie, ogłaszany tak ze 3 razy, przy czym de facto żadne z nich nie miało miejsca. I tak z bardzo wieloma faktami. Radio Erywań się kłania.

Supporterzy Kadafiego również prowadzą swoją kampanię dezinformacyjną. Przez to trudno powiedzieć, na ile prawdziwe są stwierdzenia o exGitmowcach szkolących "freedom fighterów", operacyjnym użyciu SASu w walkach czy koordynowanym przez NATO polowaniu na Kadafiego. Żadna z tych rzeczy nie jest zła z punktu widzenia interesów Zachodu, ale jest 'niekanoniczna' z punktu widzenia opinii publicznej i oficjalnych ogłoszeń.

Podobnie jest w Syrii. Mimo że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, front medialny jest niemal niezmieniony. Assad jest wspierany przez Iran, Rosję i Chiny, a przeciwnicy są zasadniczo ci sami + nowe władze postrewolucyjne z Libii i Egiptu. Przeważa tutaj pęknięcie szyicko-sunnickie. Dodatkowo kwestia frontu (a raczej "frontu") jest znacznie bardziej niejasna, przez co wszystkie doniesienia trzeba uznać a priori za mało wiarygodne. Dlatego też doniesienia Al-Arabii(!) pochodzące ze źródeł opozycyjnych (!!) sklasyfikowane przez rządzących Syrią jako "Top Secret" (!!!) powodują zapalenie się trzech ostrzegawczych lampek. Zatem jedyne co mogę napisać to 'nie wykluczam, choć bardzo wątpię'.

Co zaś z Turcją, to trzeba wziąć poprawkę na stosunki między oboma krajami. Poświęcam temu może ze dwa akapity w licencjacie. Ogólnie zaczęło się od tego, że w 1939 r. Francuzi przehandlowali Sandżak Aleksandretty Turkom w zamian za bezpieczeństwo Cieśnin Czarnomorskich. Od tego czasu relacje między Damaszkiem a Ankarą były złe, a w '90 Syria wspierała powstańców kurdyjskich. Od 1998 jednak następowało ocieplenie stosunków. I tak to trwało do wybuchu Arabskiej Wiosny, kiedy to okazało się, że polityka Erdogana poniosła swoją największą klęskę właśnie w Syrii.

I tak, jeśli wierzyć doniesieniom medialnym, Turcja dosyć otwarcie pomaga antyassadowcom zapewniając zaplecze i transport broni z AS i krajów Zatoki, Irańska Gwardia Rewolucyjna (bez)pośrednio wspiera siły rządowe, a Damaszek odpalił kurdyjską bombę.

Dlatego odpowiadając na pytanie, nieważne czy Turcy wiedzieli o ewentualnej sprawie 'dobicia' pilotów przez Syryjczyków czy nie, i tak nie mogą z tym nic zrobić. Erdogan zapędził się w ślepą uliczkę, z której nie ma wyjścia "z twarzą". Podjął decyzję o sprzeciwie wobec Assada mając nadzieję na jego szybki upadek (jak Ben Alego w Tunezji czy Mubaraka w Egipcie), ale niemiłosiernie się przeliczył. Żadna ze stron nie może sobie wizerunkowo pozwolić na pojednawcze wyciągnięcie dłoni, póki nie rozstrzygnie się kto wygra wojnę domową w Syrii. Jeśli lud obali Assada, nie będzie się trzeba z nikim pojednywać. Ale jeśli nie...

I w ogóle, ciężko się odpowiada na takie pytania w komentarzach. Trudno się formatuje. Będę musiał jakoś w październiku strzelić jakąś notkę o regionie. Może Syria, może Iran, może Izrael, jeszcze nie wiem.

Pozdrawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz