poniedziałek, 23 września 2013

Cudaczne Kino Marudy: 4. Pijany Mistrz

Jak już nadrabiamy zaległości w pożyczonych od innych filmach, to na całego. Tym razem na tapecie komedia kung-fu. Nie, nie mam na myśli naszej swojskiej wariacji na ten temat w postaci Dżudo Honor 7, a o Pijanego Mistrza. Sam Jackie Chan był dla mnie znany głównie ze swego duetu z Chrisem Tuckerem w Godzinach Szczytu. Nigdy jakoś przesadnie nie miałem ani okazji, ani chęci by zgłębić jego dorobek artystyczny. Może to też przez brak jakiegoś przesadnego zainteresowania kinem azjatyckim innym niż japońskie? Anyway, w końcu postanowiłem rozpocząć nadrabianie zaległości. Seansu o pijackich sztukach walki dopełnił 'zimny leszek'.

Krnąbrny i utalentowany młodzieniec poprzez folgowanie słabościom swego charakteru popada w konflikt z wpływowym ojcem, nauczycielem sztuk walki. Ten, świadom kresu swych możliwości wychowawczych, oddaje go pod opiekę staremu pijakowi. Nie jest to jednak taki zwykły pijaczyna - to mistrz kroczący drogą Ośmiu Pijanych Bogów. Czy alkoholizm sprowadzi chłopaka na dobrą drogę?

Na tak postawione pytanie trudno jest znaleźć odpowiedź, bowiem film kończy się jakby za wcześnie. W sensie spokojnie mógłby potrwać jeszcze z 10-15 minut, kiedy to rozwiązano by kilka z 'otwartych' wątków. Byłoby to według mnie znacznie lepsze domknięcie całości, niż zakończenie w *tym* momencie. Odczuwam w związku z tym pewien niedosyt. Miałem pewne nieszczęście podczas seansu, gdyż przed nim nie sprawdziłem alternatywnych ścieżek audio. I tak wylądowałem z domyślnym angielskim dubbingiem, który miejscami brzmiał dosyć sztucznie. Poza tym do muzyki (a w szczególności odgłosów ciosów!) nie mam żadnych uwag krytycznych. Świetne uzupełnienie konwencji za pomocą gagów (nie doprowadzając przy okazji do przesytu) stwarza widzowi okazję do dobrej, odprężającej zabawy. Choć może tutaj też pewnym czynnikiem było przebijające się przez warstwy mojej pamięci wspomnienia zalinkowanego wyżej tworu Zespołu Filmowego "Skurcz".


Dźwięk 0 - 1 - 2
Obraz 0 - 1 - 2
Fabuła 0 - 1 - 2
Enjoyment 0 - 1 - 2 - 3
Rekom 0 - 1
Suma: 7/10

Komentarz: zapewne gdybym obejrzał ten film w oryginalnej wersji językowej, acz z napisami po polsku/angielsku za dźwięk mógłbym postawić 2 punkty, co podbiłoby ocenę do 8/10, choć z drugiej strony bez alkoholu i Dżudo Honor 7 enjoyment mógłby spaść do 2, a zatem i tak wychodzi na 7/10. Na zdrowie!

środa, 18 września 2013

Cudaczne Kino Marudy: 3. Spaleni Słońcem

W odróżnieniu od dwóch poprzednich seansów, tym razem postanowiłem wybrać jakiś dobry film. A jest to jeden z wielu spod znaku "opis dystrybutora to całkiem niezły spoiler". Będąc w tym dobrym położeniu nieświadomości (bowiem notkę na odwrocie opakowania DVD przeczytałem już po seansie) odkrywałem film i relacje między bohaterami wraz z rozwojem fabuły. Innym też to polecam, choć poniższa recenzja nie powinna takim osobom psuć radości z doświadczania dzieła. Co prawda pożyczona mi płyta była strasznie usyfiona śladami palców (czemu częściowo zaradziłem) oraz nieco porysowana (czemu nie podołałem), ale przy udziale Carlsberga dało się taki brak kultury i szacunku do rzeczy martwych przeżyć.

Jeśli nazwisko Nikita Michałkow nic ci, drogi czytelniku, nie mówi, to pora nadrobić zaległości. Spaleni Słońcem to dobry początek. A przynajmniej dobry jak każdy inny. O czym jest ten film? Tak w najprostszych słowach, nie spojlerując zanadto, "życie to kurwa". A w szczególności w Związku Radzieckim za głębokiego stalinizmu. Widzowie, którym ten opis zapala tę czy inną lampkę w mózgu, zrozumieją moje rozłożenie akcentu i będą wiedzieć czego po takim opisie można się mniej-więcej spodziewać. Ludziom pozbawionym odpowiedniego historycznego zaplecza może niestety to nic nie mówić (jakim cudem jesteście w gronie czytających tego bloga?!), przez co cały kontekst i historia będą zupełnie niejasne. Ale jako dobry Maruda postaram się wam jakoś pomóc. Jako że nie umiem zrobić tagomachinacji pozwalającej mi ukrywać wybrane kawałki tekstu w klamrach, do których odblokowania konieczne jest kliknięcie, będziemy musieli poradzić sobie inaczej.

Akapit dla tych, co nie wiedzą za bardzo o co chodzi z historią Rosji w pierwszej połowie XX wieku. SPOILER ALERT!

click!


A teraz na temat filmu. Niewiele mam tutaj do marudzenia, czy skrytykowania. Sowiecka wieś (niemalże potiomkinowska, he he...) zachowuje swój sielski, ciszoprzedburzowy charakter. Malowniczo agrarny świat, gdzie ludzie żyją sobie w izolacji od otaczającego ich świata i wielkich spraw. Ale te wielkie sprawy i tak tam dotrą, w ten czy inny sposób. Obraz dopełnia świetnie się z nim komponująca muzyka. Motywem przewodnim jest tango Jerzego Petersburskiego "To ostatnia niedziela", a konkretniej jego rosyjska wersja "Утомлённое солнце" ("Zmęczone Słońce"). Mniej kulturalni napomknęliby, że utwór ten jest "katowany aż do porzygu", lecz ja nie mogę sobie na takie stwierdzenie sprawy pozwolić. Według mnie ta melodia jest bardzo wyrazistą częścią tła muzycznego, która wybija się z niego i walczy o poświęcenie jej choć części naszej uwagi. Nota bene, została ona również użyta w "Bajce bajek" do symbolicznego ukazania wojny (tu się zaczyna i trwa jakieś 3 minuty, a tutaj powrót z wojny; tak w ogóle, to polecam "Bajkę bajek" w całości, a tu parę słów o niej i o reżyserze). Gra aktorska nie przeszkadza w seansie. Co prawda miejscami postaci wydają się być nieco przerysowane, jak Kirik (choć to zapewne wina mojego uprzedzenia do aktora po "Sali numer 6"), ale pozwala to nadać im przynajmniej tę odrobinę głębi by nie uznać części z nich za całkowicie zbędne. W ponadprzeciętnie (jak na serię CKM) wysokiej ocenie pomaga zapewne również fakt, że od kilku juz miesięcy nie oglądałem żadnego rosyjskiego filmu i trzeba było w końcu ten rusofilski głód zaspokoić.


Dźwięk 0 - 1 - 2
Obraz 0 - 1 - 2
Fabuła 0 - 1 - 2
Enjoyment 0 - 1 - 2 - 3
Rekom 0 - 1
Suma: 7/10

Komentarz: warto. Polecam fanom dobrego kina, które nie jest hollywoodem. Polecam miłośnikom wschodu (bliższego niż dalszego i północniejszego niż południowszego). Polecam zgodnie z hasłem "dobry dramat nie jest zły".

czwartek, 12 września 2013

Kiedy Kara Mustafa

magiczne źródełko

Dzisiaj również rocznicowo, lecz aż końcowosiedemnastowiecznie. Kawy nie lubię, rozbiorów nie pochwalam, a ten film jest podobno aż tak fatalny. Nie znajduję zatem żadnego konkretnego uzasadnienia ratowania Niemaszków. Jedyną dobrą rzeczą jest chyba ta copypasta sięgająca XIX wieku (a w pewnym sensie i głębiej):

Kiedy Kara Mustafa, wielki mistrz Krzyżaków, szedł z licznemi zastępy przez Alpy na Kraków, do obrony swych posad zawsze będąc skory, pobił go pod Grunwaldem król Stefan Batory. I bitny, nieugięty, twardy jak opoka, zabrawszy z innym łupem chorągiew proroka, gonił przez godzin dziesięć w całym pędzie koni, uciekających wrogów aż do Macedonji.

Tam królowa Pompadur, pani wielkiej cnoty, bawiła go w stolicy przez cztery soboty, a syn jej bohaterski, Aleksander Wielki, darował mu do zbroi dwie złote pętelki. Na północy tymczasem, w jakąś złą godzinę, Marjusz ogniem i mieczem niszczył Kartaginę, potomek zaś jego Tytus, patrząc na to z żalem, od najścia dzikich Franków bronił Jeruzalem.

Wtedy to wśród Sahary, w owym kraju futer, szczepił nową religię sławny Marcin Luter, i pracując gorliwie piórem i wymową, zginął razem z Homerem w noc Bartłomiejową, którą, pragnąc dać uczuć moc swojej tyranji, królowa Marja Stuart wyprawiła w Danji.

August VIII, król saski, wezwał Salomona, sądząc, że z nim niegodną królowę pokona, lecz zdradzony przedwcześnie w złych losów kolei, zaszczycił swą niewolą Przylądek Nadziei. Wenecjanie zaś patrząc nieprzychylnem okiem, zabili go w Meksyku z kapitanem Kokiem.

W tym czasie też Kopernik, wojażer na Wschodzie, robił świetne odkrycia na lądzie i wodzie, objechawszy fraktówką Azję i Afrykę, po tygodniu podróży odkrył Amerykę, a Kolumb z nim zwiedziwszy wszystkie świata końce, orzekł, że koło ziemi obraca się słońce. Kortez, mąż Izabelli, tatarskiej królowej, powstawał na ten wniosek bluźnierczemi słowy, ale że świat przeczył zanadto upornie, pod swoje panowanie podbił Kalifornię, gdzie Palmerdton, sardyńczyk z książęciem de Konde, przeciwko tyranowi obudzili frondę. Richelieu tam będący na silnej pozycji, zginął pod krwawym mieczem świętej inkwizycji.

Krasicki, ucieszony tą okrutną karą, wynalazł nowe statki poruszane parą, lecz wypędzony z Francji, rodzinnego kraju uczynił z nich użytek na rzece Ałtaju. Herodot, jego przyjaciel, mąż z sercem nie płochem, myślał nad telegrafem, a Bajron nad prochem, i kiedy ich odkrycie było uwieńczone, puścili się nad morzem sukiennym balonem, tam zaskoczeni burzą i straszną zawieją, unieśli się w powietrze żelazną koleją…

Szekspir, król Persji, rozgniewany o to, z kopalń Bochni wydobył prawie wszystko złoto, za nie uformowawszy trzy pułki ułanów, pobił w trojańskiej wojnie walecznych janczarów.

Mieszkańcy wysp Sandwich, schwytawszy go wreszcie, uwięzili w Pekinie, a zabili w Peszcie. W tem przybył od papieża do Dawida goniec i położył na miesiąc, wszystkim wojnom koniec…

równie magiczne źródełko

środa, 11 września 2013

Okrągła dwunasta rocznica


2001-2013

Takie Pearl Harbor XXI wieku. Kiedyś zrobię przegląd różnych spiskowych teorii dotyczących 9/11. Ale póki co mi się nie chce.

Nie żebym się jakoś szczególnie nabijał ze śmierci tych 3 tysięcy osób, ale to jeden z wyraźnych przypadków kiedy widać jak mainstream ceni życie ludzi w różnych częściach globu. Podobnie było całkiem nie tak dawno temu. Hipokryzja jest paskudna, ale niewiele da się z nią zrobić.

wtorek, 10 września 2013

Cudaczne Kino Marudy: 2. Wrota do piekieł

W przeciwieństwie do poprzedniego odcinka, dzisiaj postawiłem na kino nieobciążające szarych komórek ani trochę. Szukając jakiegoś fajnego, nośnego hasła reklamowego (które jednocześnie miałoby coś wspólnego z filmem) rzuciłbym coś w stylu:

Co mają wspólnego Cyganie i sprzedawcy kredytów? Wrota do piekieł.

Brzmi absurdalnie i nielogicznie? Bo taki ten film w istocie jest. Niespójny i absurdalny, gdzie Cyganie mówią po rosyjsku, Hindusi po hiszpańsku a demonowi zdarzy się nawet zawołać po polsku! Gdzie fabuła jest wyraźnie podsekcją akcji, co skutkuje gagami i rozwojem wydarzeń "aus dem Arsch". Ale wbrew pozorom ten film się broni, w pewnych konkretnych okolicznościach. Co prawda nie należy wymagać od niego za dużo, bo to ledwie komedyjka (pomyłek) z elementami horroru. A i zmrożony Żywiec ułatwia niebranie tego 'dzieła' na poważnie. Ot, taki półtorejgodzinny zapychacz mający na celu odciągnąć nas od jakiegoś wartościowego kina, czy wcześniejszego pójścia spać. Jeśli natomiast szukacie jakiegoś horroru, który wciśnie was w fotel i zbuduje napięcie na czas seansu, to niewątpliwie trafiliście pod zły adres. Nie ta liga.


Dźwięk 0 - 1 - 2
Obraz 0 - 1 - 2
Fabuła 0 - 1 - 2
Enjoyment 0 - 1 - 2 - 3
Rekom 0 - 1
Suma: 4/10

Komentarz: nieszczególnie warto. Serio. Do obejrzenia wyłącznie jako zamiennik jakiegoś głupawego romkomu, bo też jest wątek romantyczny i też jest komedia. Mimo wszystko są gorsze filmy niż ten.

niedziela, 1 września 2013

Z cyklu - przysłowia polskie a współczesność

Kowal zawinił, a Cygana powiesili. Albo przynajmniej mają taki zamiar. Mam nadzieję, że Pokojowy Noblista liczy na brak autoryzacji w Senacie i w ten sposób zrzuci z siebie odpowiedzialność za własne słowa o "przekroczeniu czerwonej linii".

Choć zawsze jest szansa, że on tak na poważnie. Że zbrojnie itp. itd. Tak czy siak Rosjanie mają jeszcze jakiś tydzień na przerzucenie do Syrii kilku baterii S-300, o ile oczywiście już tego nie zrobili potajemnie. Doniesienia prasowe wskazują jednakże na coś zupełnie innego.

Editka 0045: jako że obecnie wyskakuje mi zamiast pierwszego linku pińcettrójka, to postanowiłem korzystając z niezamkniętej karty zescreenować cały artykuł, mimo że dostępny jest on również w innych częściach internetów.