poniedziałek, 30 stycznia 2012

Iran oddaje Sentinela

Być może pamiętacie, jak przez media przewinęła się pod koniec zeszłego roku informacja o tym, że Iran przechwycił amerykańskiego bezpilotowca. I to nie byle jakiego starego Predatora, a Bestię z Kandaharu, najnowocześniejszą operacyjnie stosowaną maszynę tego typu. Na domiar złego (dla Jankesów) bezpilotowiec został zapewne przechwycony drogą radiową (zamiast zestrzelenia -> brak większych mechanicznych uszkodzeń) - Iran może sobie poanalizować jego wnętrze (ew. kopsnąć Ruskim).

A teraz kiedy Wam przypomniałem (ew. powiedziałem) o tym, warto dodać, że prezydent Obama chciał zwrotu bezpilotowca, jako że jest to formalnie własność USA. Prezydent Ahmadineżad stwierdził, że nie odda. Ale prywaciarze z Iranu przyszli w sukurs Jankesom - oni odeślą Sentinela. Co prawda w skali 1:80 i w kolorze różowym, ale lepszy Śmigły-Rydz niż nic. Tutaj macie wideorelację, a tutaj strona producenta, w razie gdyby ktoś chciał komuś sprawić miły, antyamerykański prezent za 4 dolary + koszty przesyłki :)



Tak, strasznie mi się nie chce uczyć

środa, 25 stycznia 2012

Muzyczny Mittwoch vol 4

W ostatnim odcinku pojawił się akordeon. Bo, czego zapewne nie wiecie, całkiem lubię akordeony. Gdybym miał słuch muzyczny i wystarczająco samozaparcia by nauczyć się gry na instrumencie, to jeśli z jakiegoś powodu nie chciałbym wybrać gitary, saksofonu czy skrzypiec - wybrałbym akordeon. Bo akordeony mają w sobie urok. Zarówno bohemiczny i kawiarniany, jak i menelsko-tramwajarski. Bo to też jest jakiś urok, mimo że mniej porządany społecznie.

A piosenki na akordeonie można wykonywać różne. Od ballad jak "Nie spoczniemy" Czerwonych Gitar, po rockowe "Eye of the Tiger" Survivora, czy "For Whom the Bell Tolls" Metallicy. Grać mogą dośwaidczeni zawodowcy oraz uczący się amatorzy. Nawet jeśli śpiewanie nie jest mocną stroną - w końcu nie każdy musi zarabiać na muzyce! A jak brzmi muzyka klasyczna na akordeonie? Też całkiem nieźle. Akordeonowe folk-disco? Czemu nie! A na zakończenie cover covera - bazowo Boney M, później fiński zespół (a jakże) metalowy.

Chandra

Czuję to w kościach. Z frontu sesyjnego, 7/12 za mną czyli ponad połowa. Póki co idzie, powiedziałbym, całkiem nieźle (rozstrzał ocen 4 - 5,5), przy minimalnych (przyzerowych) nakładach na naukę. I właśnie to budzi mój niepokój - wszystko idzie zbyt łatwo. Instynktownie wyczuwam zbliżające się tąpnięcie rzeczywistości. Może to wynik paranoicznego postrzegania świata? Może chodzi o zbliżającą się Nibiru? Może równoległe czytanie "Młota na czarownice" i "Necronomiconu" (a zatem brak czasu/chęci na rzeczywiste lektury) skutkuje takim a nie innym samopoczuciem? Może w końcu odpowiedzialna jest za to chandra związana z zimą, opóźniona względem kalendarza jak i pogoda w tym roku? Cholera wie. Jedyną rzeczą, jaką wiem z przekonaniem graniczącym z pewnością jest to, że trzeba się brać do roboty. Tylko dlaczego jest to takie trudne?

Nawet rozpisywanie plotu na rozpoczynającą się w ferie (mam nadzieję) kampanię D&D idzie mi łatwiej niż głupie patrzenie się w notatki. Tylko czy to trudne egzaminy są tym "mieczem Damoklesa" którego się podświadomie lękam?

A Muzyczny Mittwoch oczywiście dzisiaj będzie. W końcu nie ma on nic wspólnego z nauką.

Aż mi się ręce trzęsą... a, nie, to tylko zimno w domu.

wtorek, 24 stycznia 2012

Cisza o burzy

W internetach mamy "walkę" z rządem o ACTA, ale przy okazji całkowicie media zapomniały o Libii. A mamy tam niezły burdel niekoniecznie na kółkach. Pozwolę sobie na komentarz obrazkowy odwołując się do tego . Oto żem skomentowałem.

niedziela, 22 stycznia 2012

Złapałem bulwersa

Nie posiadam niemal żadnej wiedzy hakerskiej, a jednak mam jej chyba więcej niż ok. połowa polskiej populacji. I to ta połowa Polaków jest zagrożona popełnieniem błędu rzecznika rządu, który nie wiedząc o czymś takim jak ataki typu DoS przeciążenie serwerów interpretuje jako "wielkie zainteresowanie" treściami stron internetowych. Nie bardzo wiem, co miałoby spowodować, że kilka milionów internautów miałoby nagle zainteresować się treściami zamieszczonymi na stronie szanownego pana Grasia czy ZAiKSu. Dlatego uznałem, że oświadczenie szanownego pana Grasia wynika z jego niskiego stanu wiedzy w temacie ataków hakerskich, nie zaś z chęci odwrócenia kota ogonem i świadomego kłamania łatwowiernej opinii publicznej.

Ha ha ha... a teraz na poważnie. Oczywiście, że rząd chce wyjść z twarzą z obecnej sytuacji i stara się za pomocą propagandy zamydlić oczy ludowi, którego zdolności informatyczne kończą się na wpisaniu zapytania w wyszukiwarkę "G". Sam fakt wykorzystywania nieświadomości większości obywateli do własnych celów uznaję za podłe i postanowiłem ustanowić Order Karnego Kutasa, którego niechlubnym pierwszym laureatem jest bohater notki. Nie daję linka do jego prywatnej strony, bo cierpi ona z powodu "ogromnego zainteresowania" ze strony internautów.

Na koniec otwartym pozostawię pytanie, w jakich jeszcze sprawach rząd wykorzystuje naszą niewiedzę dla własnych wizerunkowych celów, skoro robi to tak nachalnie przy okazji ataku na strony rządowe i nie tylko.

środa, 18 stycznia 2012

Muzyczny Mittwoch vol 3

Pozostańmy na chwilę w tematyce gier. Bo jest taka jedna gra, w którą grał chyba każdy. Chociaż jeden raz... A jeśli nawet nie (w co nie wierzę), to przynajmniej o niej słyszał. Mam na myśli jedyną rzecz, która (poza kostką Rubika i kałasznikowem) przemierzyła drogę Wschód->Zachód by stać się częścią zglobalizowanej kultury. Nie jednak tutaj o samej grze będę się rozpisywał, a o melodii, która towarzyszy graczom już od nieco ponad dwudziestu lat.

Jest to stara rosyjska piosenka, której tak tekst, jak i historię możecie przeczytać sobie tutaj. Moim obecnym zadaniem jest zarzucić Wam kilka ciekawych wykonań.

Najpierw z tekstem i w wykonaniu orkiestry. Teraz pro na fortepianie oraz mniej pro, ale na pianinie. Teraz gitara i akordeon. Mało akordeonów? To będzie więcej.

Enjoy.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

środa, 11 stycznia 2012

Muzyczny Mittwoch vol 2

Dzisiaj podzielę się z Wami częścią mojego dzieciństwa. Będzie zatem nostalgicznie, w tęsknocie za minionymi czasami, kiedy to wszystko było łatwiejsze, zaś gry komputerowe nie miały tak kolosalnych wymagań jak te obecnie. Tak, bo to o soundtrack z gry tu chodzi. Sportowej, dodajmy. Chodzi o wydaną w 1998 roku przez EA "NHL99". Wszystkie trzy części dostępne są na YouTube.

Funfact#1: to moja jedyna gra hokejowa.

Sadfact#1: udaje mi się ją zainstalować, ale po włączeniu nawet za pomocą trybów zgodności z Windą XP, 2000 czy 98 nie da się grać. Albo się nie odpala, albo wiesza na ekranie głównego menu


:(

O przestrzelonym lewym policzku

Tak przysłuchuję się sprawie pułkownika Przybyła i szczerze mówiąc trudno jest mi nie ustawić się po stronie sceptyków. Oczekującym z mojej strony komentarza zapodam jedynie garść linków, które może rozjaśnią Wam nieco w głowach. Albo i nie.

Pierwszy link - temat na Niezależnym Forum o Wojsku. Polecam zapoznać się z nim całym, również z poprzednimi trzema stronami. Pozwala to spojrzeć na sprawę z szerszego kontekstu + zobaczyć jak samo środowisko okołoarmijne (czynni i emerytowani) patrzy na całe zajście.

Link drugi - Internetowe Forum Policji, a zatem policyjny punkt widzenia.

Z lektury treści obu powyższych dwóch odnośników wypływają zasadniczo wspólne wnioski 1) dziennikarze to hieny oraz 2) cała sprawa śmierdzi. Na obu forach obecne jest całe spektrum poglądów, od "zaszczuty ostatni sprawiedliwy" po "nieumiejący strzelać wojskowy chcący operetkowo uratować sobie i swoim kolegom etaty". Z jednej strony niesprawiedliwie byłoby oskarżać prokuratora (na tym etapie śledztwa) o rozpaczliwą walkę o prywatę. Z drugiej jednak przestrzelenie policzka jest kiepską metodą dokonywania samobójstw. Teraz nieco faktów (lub rzeczy uznawanych za fakty):

Prokurator Przybył był obiektem gróźb karalnych, z powodu ataków na swoje mienie (samochód, mieszkanie, zabicie psa; to vs to) i dzięki temu uzyskał od policji pozwolenie na posiadanie broni palnej do celów obrony własnej. To właśnie z tej broni skorzystał 9 stycznia, wnosząc ją bezprawnie na teren Prokuratury.

Prokuratura Wojskowa nie ma najlepszej prasy wśród żołnierskiej braci (głównie za traktowanie oskarżonych w sprawie Nangar Khel, ale nie tylko), szczegóły -> nfow.pl. Może to zaważyć na obecnej ocenie, lecz w moim mniemaniu ci forumowicze są i tak najbardziej rzetelnym źródłem informacji z powszechnie dostępnych, a to ze względu na a) osobistą znajomość części z nich z płk. Przybyłem i b) stosunkowo dobre rozeznanie w sytuacji w wojsku.

Znamy również pełny tekst oświadczenia.

Na dodatek dorzucę jeden post z nfow.pl, który mógłbym nazwać Polish Army for dummies: quick guide. Smutne, ale w dużej mierze raczej prawdziwe. Jest to część szerszego zagadnienia pod tytułem czy Wojsko Polskie jest w stanie obronić cokolwiek, czy korupcja, wewnętrzne i sprzeczne interesy karierowiczów mu to uniemożliwią?. Sprawę uznaję cały czas za otwartą, choć nie wróżę niczego dobrego.





Przy okazji pragnę podzielić się z Wami Nukociekawostką #1. Otóż, gdyby ruskie chciały walnąć w Warszawę taką rakietą balistyczną, powiedzmy Topolem (coby nie marnować nowocześniejszego Topola M), to byłoby nieciekawie. Może on przenosić głowicę o mocy 550 kt (porównaj uranowy Little Boy i Hiroshima 13-18 kt), co przekłada się na całkiem konkretne zniszczenia. Wedle Pierwszego Kalkulatora Zniszczeń, jeśli bomba wybuchłaby dokładnie pod Rotundą, budynki zniszczone (a ludzie w większości zginęliby od razu) zostałyby w promieniu ok. 2,5 km, zaś okna wypadłyby nie tylko w przeszklonej Arkadii, ale też na Bielanach, Ursusie, w Rembertowie i nad Kanałem Żerańskim (siła 1 psi). Wedle Drugiego Kalkulatora Zniszczeń (+ opisanie poszczególnych stref rażenia) wybuch tej samej bomby doświadczyłby boguduchawinne szkło na całym obszarze od Łomianek po Konstancin i od Pruszkowa po Sulejuwek. W powyższych rozważaniach pomijam efekty promieniowania radioaktywnego, pożarów i innych nieprzyjemnych pierdół. Only nuclear blast, baby!

środa, 4 stycznia 2012

Muzyczny Mittwoch vol 1

Część z Was pamięta zapewne jeden z cykli na moim starym blogasku. A chodzi mianowicie o cykliczne zasypywanie czytelników linkami do piosenek, którymi chciałem się akurat z nimi podzielić. Z rozbrajającą szczerością przyznać muszę, że nie wiem czy pomysł artystycznego uatrakcyjnienia padł na podatny grunt i rozpocząłem czyjąś przygodę z tym czy innym zespołem, ale nie słyszałem również też głosów potępienia czy narzekań. Zaś w związku z powrotem do blogowania, postanowiłem przywrócić także i ten jego aspekt. Zatem dla przypomnienia - każdej środy możecie spodziewać się dawki linków wraz z krótkim objaśnieniem/opisem/whatever.



Na pierwszy ogień pójdzie Francja. Nie piszę w tym miejscu o Borisie Vianie, ani żadnym innym bohemiście tłumaczonym przez Młynarskiego, ale o rzeczach współcześniejszych. Mianowicie o Daft Punk.

Dlaczego? Jest to wypadkowa pewnego mojego poszukiwania muzyki poza rockiem, folkiem, metalem i balladami. Padło zatem na różne gatunki muzyki elektronicznej, w której katalogowaniu wciąż jestem kiepski. Nie mam tutaj na myśli napierdalania jakąś umca-umca techniawą, ale klimaty zbliżone do rożnych ambientów czy też projekty o charakterze synkretycznym (jak Ayreon). Jest to wielka przestrzeń do poszukiwań, do czego zachęcam - by odkrywać różne gatunki muzyczne, a nuż się spodobają i zostaniemy fanami tego czy innego artysty.

Wracając zaś do Daft Punk, to rzucanie samymi teledyskami bywa nudne. Dlatego zobaczmy, jakie ciekawe rzeczy z muzyką potrafią robić Internauci. I tak Technologic, One more time czy nawet takie wykonanie HBFS wymagające już nieco więcej gimnastyki.