Tak przysłuchuję się sprawie pułkownika Przybyła i szczerze mówiąc trudno jest mi nie ustawić się po stronie sceptyków. Oczekującym z mojej strony komentarza zapodam jedynie garść linków, które może rozjaśnią Wam nieco w głowach. Albo i nie.
Pierwszy link - temat na Niezależnym Forum o Wojsku. Polecam zapoznać się z nim całym, również z poprzednimi trzema stronami. Pozwala to spojrzeć na sprawę z szerszego kontekstu + zobaczyć jak samo środowisko okołoarmijne (czynni i emerytowani) patrzy na całe zajście.
Link drugi - Internetowe Forum Policji, a zatem policyjny punkt widzenia.
Z lektury treści obu powyższych dwóch odnośników wypływają zasadniczo wspólne wnioski 1) dziennikarze to hieny oraz 2) cała sprawa śmierdzi. Na obu forach obecne jest całe spektrum poglądów, od "zaszczuty ostatni sprawiedliwy" po "nieumiejący strzelać wojskowy chcący operetkowo uratować sobie i swoim kolegom etaty". Z jednej strony niesprawiedliwie byłoby oskarżać prokuratora (na tym etapie śledztwa) o rozpaczliwą walkę o prywatę. Z drugiej jednak przestrzelenie policzka jest kiepską metodą dokonywania samobójstw. Teraz nieco faktów (lub rzeczy uznawanych za fakty):
Prokurator Przybył był obiektem gróźb karalnych, z powodu ataków na swoje mienie (samochód, mieszkanie, zabicie psa; to vs to) i dzięki temu uzyskał od policji pozwolenie na posiadanie broni palnej do celów obrony własnej. To właśnie z tej broni skorzystał 9 stycznia, wnosząc ją bezprawnie na teren Prokuratury.
Prokuratura Wojskowa nie ma najlepszej prasy wśród żołnierskiej braci (głównie za traktowanie oskarżonych w sprawie Nangar Khel, ale nie tylko), szczegóły -> nfow.pl. Może to zaważyć na obecnej ocenie, lecz w moim mniemaniu ci forumowicze są i tak najbardziej rzetelnym źródłem informacji z powszechnie dostępnych, a to ze względu na a) osobistą znajomość części z nich z płk. Przybyłem i b) stosunkowo dobre rozeznanie w sytuacji w wojsku.
Znamy również pełny tekst oświadczenia.
Na dodatek dorzucę jeden post z nfow.pl, który mógłbym nazwać Polish Army for dummies: quick guide. Smutne, ale w dużej mierze raczej prawdziwe. Jest to część szerszego zagadnienia pod tytułem czy Wojsko Polskie jest w stanie obronić cokolwiek, czy korupcja, wewnętrzne i sprzeczne interesy karierowiczów mu to uniemożliwią?. Sprawę uznaję cały czas za otwartą, choć nie wróżę niczego dobrego.
Przy okazji pragnę podzielić się z Wami Nukociekawostką #1. Otóż, gdyby ruskie chciały walnąć w Warszawę taką rakietą balistyczną, powiedzmy Topolem (coby nie marnować nowocześniejszego Topola M), to byłoby nieciekawie. Może on przenosić głowicę o mocy 550 kt (porównaj uranowy Little Boy i Hiroshima 13-18 kt), co przekłada się na całkiem konkretne zniszczenia. Wedle Pierwszego Kalkulatora Zniszczeń, jeśli bomba wybuchłaby dokładnie pod Rotundą, budynki zniszczone (a ludzie w większości zginęliby od razu) zostałyby w promieniu ok. 2,5 km, zaś okna wypadłyby nie tylko w przeszklonej Arkadii, ale też na Bielanach, Ursusie, w Rembertowie i nad Kanałem Żerańskim (siła 1 psi). Wedle Drugiego Kalkulatora Zniszczeń (+ opisanie poszczególnych stref rażenia) wybuch tej samej bomby doświadczyłby boguduchawinne szkło na całym obszarze od Łomianek po Konstancin i od Pruszkowa po Sulejuwek. W powyższych rozważaniach pomijam efekty promieniowania radioaktywnego, pożarów i innych nieprzyjemnych pierdół. Only nuclear blast, baby!