Dzisiaj wybory prezydenckie w USAch. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ich wynik nie jest tak łatwy do przewidzenia jak cztery lata temu (w tym drugim linku miałem oczywiście rednecków a nie redheadów). Dlaczego?
Po pierwsze, spadek w postaci ekonomii pobuszowej i nadchodzącego kryzysu okazał się wyzwaniem ponad siły dowolnego człowieka na naszej planecie. Nie uchylił "Patriot Act", który pozwala np. na szerokie łamanie prawa do prywatności korespondencji przez amerykańskie specsłużby. Nie zamknął więzienia w bazie Guantanamo. Czyli nie rozliczył się z dwoma największymi symbolami epoki G. W. Busha jr. Co się Obamie udało? Wyprowadził wojsko z Iraku (wpychając, chcąc-niechcąc, Bagdad w ręce Teheranu), rozkręcił deficyt budżetowy by ratować miejsca pracy i zafundował ObamaCare, które budzi bardzo różne uczucia Amerykanów. Część z jego 'tymczasowych zwolenników' mogło to zniechęcić. Ale czy to zadecyduje?
Żeby poszukać odpowiedzi na to pytanie, proponuję przyjrzeć się najpierw wynikom sprzed 4 lat. Na to można spokojnie nałożyć kilka map z przewidywaniami: Huffington Post, Washington Post, New York Times, CNN i serwis "270 to win". Widać z nich, że "swinging states" to w dużej mierze stany, które głosowały na Obamę. Colorado (9), Florida (29), Virginia (13), North Carolina (15), New Hampshire (4), Iowa (6), Wisconsin (10), Ohio (18), Pennsylvania (20) i Nevada (6). W sumie 10 stanów wartych w sumie 130 głosów elektorskich. Tyle Obama stracił w stosunku do wyniku z 2008 roku. Powyższe stany (+ ewentualnie Michigan z kolejnymi 16 głosami, które uznawane jest za 'raczej za Obamą') zadecydują o wyniku wyborów. Może nie one jako blok, ale to w nich ludzie zadecydują, kto będzie 45. prezydentem w USAch.
Zwracając uwagę na szacunki bardziej profesjonalne od moich powiedzieć można, że przewidywane poparcie waha się zasadniczo. Dla Obamy to od 186 (WP) do aż 277 (HP). Romney ma gorzej, gdyż jego dolny próg szacunkowy to 170 (WP) do jedynie 206 (NYT i CNN). Trzecim ważnym punktem jest rozrzut punktowy obszarów uważanych za 'swinging states' - HP: 70, WP: 89, NYT: 89, CNN: 95. Jednakże, jeśli poszerzymy kategorię stanów niepewnych do tych, które nie są 'solid' w jedną czy drugą stronę, uda się zebrać te 130 głosów o których piszę wyżej. Pytanie, komu bliżej by to osiągnąć?
Pierwsza debata była niewątpliwym wstrząsem. To ona pokazała, że Romney nie jest skazany na porażkę i że może nawiązać walkę z obecnym prezydentem. Problemem jego było to, że nie potrafił tego potwierdzić później. I nawet huragan Sandy (który odczytywany byłby w Chinach jako "utrata mandatu Niebios") raczej pozwoli Ameryce skonsolidować się wokół własnego lidera - Obamy. I wszystkie niedotrzymane obietnice, czy kontrowersje związane z rozkręceniem deficytu czy ObamaCare moim zdaniem jedynie zmniejszą przepaść między oboma kandydatami, która ziała swą przestrzenią 4 lata temu (192 głosy, choć to i tak nic w porównaniu z tym!).
Moje przewidywania? To i tak jedynie wróżenie z fusów, ale spróbujmy, stan po stanie. Powiedzmy, że uznaję poparcie dla Romneya za niedoszacowane i w tym duchu będę typował oraz w duchu poszukiwania fałszywej synergii tam, gdzie jej raczej nie ma - w głosowaniu do Senatu jako 'najświeższym sondażem poparcia dla partii'.
Colorado przed Obamą na Demokratów głosowało ostatni raz w 1992 roku, ale mają w Senacie obu kandydatów -> Obama
Floryda jest ciężkim orzechem do zgryzienia. To niemal losowy stan, a dosyć wysoko punktowany. Senat nie pomaga w podjęciu decyzji. Zaryzykujmy argumentem niedoszacowania -> Romney
Virginia popierała Republikanów nawet w czasach, kiedy Texas głosował na Demokratów (sic!), czyli np. w 1976 roku przy zwycięstwie Cartera. Obama (a raczej Bush) sprawił, że owa passa dobiegła końca. Potwierdza to również Senat. -> Obama
North Carolina, przypadek podobny do Texasu wspomnianego powyżej. Senat wykazuje remis, zatem -> Romney
New Hampshire w latach '70 i '80 głosowało za GOP, a od lat '90 (z przerwą na 2000 rok) stoi po stronie Demokratów. Nie wiem, co doprowadziło do wyłamania się teraz do grupy 'swinging states', ale Senat mówi o remisie. -> Romney
Iowa 'demokratycznie'. Republikanie: 04; Demokraci: 88, 92, 96, 00, 08. Ale w Senacie remis. Mimo wszystko uznaję, że jednak -> Obama
Wisconsin ostatnio 'republikański' w 1984 roku (kiedy prawie wszyscy tacy byli). W Senacie remis. Mimo to -> Obama
Ohio od 1964 roku głosuje na zwycięzców. Nieprzerwanie. Dlatego zignoruję fakt remisu w Senacie i głosy stamtąd według mnie otrzyma -> Obama
Pennsylvania uważana jest za jeden ze stanów Północno-Wschodniego Wybrzeża, które popiera Demokratów. Na Republikanów głosowała jedynie wtedy, kiedy wygrywali oni przytłaczającą liczbą głosów (Nixon, Reagan). Mimo to, remis w Senacie. Byłbym jednak skłonny zaliczyć te głosy Demokracie -> Obama
Nevada od 1980 roku może być nazywana "Ohio Zachodu", wcześniej było różnie. W Senacie remis, lecz wydaje mi się jednak, że głosy jednak zostaną u Demokratów -> Obama
Michigan bywa zaliczane do niepewnych, choć według mnie sprawa jest jasna -> Obama
Zatem mapa wyglądać będzie mniej więcej tak, choć najmniej pewności mam (jak zwykle) co do Florydy. Mimo wszystko wynik 299:239 lub 328 do 210 cały czas daje Obamie reelekcję. A czy to dobrze, czy źle - czas pokaże.
Oczywiście, możliwy jest też taki wynik, ale jedynie matematycznie i należy to raczej traktować jako rodzaj ciekawostki ;)
No i Obama :(
OdpowiedzUsuńA tak liczyłem, że żelazny elektorat Obamy nie będzie miał dość energii, żeby ruszyć się sprzed telewizora.
Jak widać choćby powyżej, było to zasadniczo nie do uniknięcia.
OdpowiedzUsuńMiłe słowo dla przeciwników Obamy: to jego ostatnia kadencja :)