Jak wiele z Was wie, D&D jest systemem osadzonym w realiach heroic fantasy. Jest to nurt zakładający, że gracze dokonują chwalebnych czynów (z reguły - niszczenie zła), które opisane spokojnie mogłyby być w najróżniejszych starożytnych/średniowiecznych eposach i baśniach. Zręcznie poprowadzona jednak (jak niemal każda gra fabularna) ma potencjał dostosowania się do różnego rodzaju praktyk graczy, jak zachowania nieheroiczne czy nawet antyheroiczne. Jednakże czymże byłoby pokonanie nemezis, czy też po prostu finalbossa, jeśli ten nie posiadałby rozmaitych dziwacznych popleczników, równie złych/pokręconych/strasznych. A niekiedy absurdalnych. Bowiem, jeśliby wykorzystywać rozmaite suplementy, na przestrzeni ostatnich ponad trzech dekad (od pierwszego wydania D&D w 1974 r.) wydano ich tyle, że zapełniłyby one kilka solidnych bibliotecznych regałów. Dzisiaj proponuję Wam rzucić okiem na nieco zgryźliwy i marudny komentarz z zagramanicznych internetów, który wpisuje się poniekąd w nurt tego typu dowcopasków. Do Waszej oceny pozostawiam, na ile celnych ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz