Co prawda zawaliłem dzisiejszy termin dostarczenia pracy licencjackiej, ale ostateczny deadline przedwrześniowy (jak się okazuje) wyznaczony jest na czwartek. A zatem plan pracy -> środa wieczór praca gotowa. Póki co mam solidny wstęp na jedną stronę, tabelkę (tabelki rulez!) i pomysł na zapełnienie stron kolejnych. Dzisiejszą dobę powinienem więc zakończyć z jakimiś 3-4 stronami, co będzie dobrym wyjściem do jutrzejszego i pojutrzejszego pisania po 4-5 stron na dzień. Jak długo będzie mi wiał wiatr w żagle - tego nie wiem, ale wiem na pewno, że po kryzysie weekendowym jestem pełny energii i wreszcie pracuję na pełnych obrotach. Obym nie musiał tracić zbyt wiele czasu na pierdoły!
PS: mecz Polska-Rosja to nie pierdoła, na potrzeby powyższej definicji.
Trzymam kciuki.
OdpowiedzUsuńJa się w poniedziałek bronię i trochę już zaczynam panikować.