Nad Polską Czerwony SztandAAR
czyli o proletariackim śnie
odc. 1 - krótkie dwudziestolecie
Wojna polsko-bolszewicka była również wojną o rząd dusz ludzi mieszkających od Śląska i Wielkopolski po Ruś Białą, Ukrainę czy ziemie Bałtów. Na tym polu klęska sowietów nie była już tak jednoznaczna, jak jej militarny aspekt. Mimo przytłaczającej skuteczności działań propagandy kontrrewolucyjnej gorączka nacjonalizmu nie wyeliminowała żywiołu wolnościowego, obalającego arbitralnie kreślone granice. A takie właśnie miały być granice odrodzonej Polski, które wykuwały się zarówno na froncie wojennym jak i dyplomatycznym. Najgorsza jednak była, jak zawsze w polityce - niekonsekwencja. Próbowano bowiem urzeczywistniać dwie sprzeczne wizje państwa, reprezentowane przez zwalczające się od lat stronnictwa polityczne. Pierwszemu przewodził socjalista Józef Piłsudski ze swoją koncepcją państw buforowych między Rzeczpospolitą a sowietami. Z drugiej - Narodowa Demokracja z Romanem Dmowskim, zwolennicy państwa o dziwnych granicach - narodowo kształtowanych na zachodzie i historycznie na wschodzie. Według niej wszelkie mniejszości miały zostać spolonizowane. A nie było ich wcale tak mało. Część z nich, jak choćby Ukraińcy czy Litwini, również chciała się wybić na niepodległość wierząc w narodowe baśnie. I o ile bolszewicka Rosja odmawiała im tego ze względu na ideologiczne negowanie narodowych granic, to Polska stosowała tutaj ciemiężącą politykę imperialistyczną. Była więc okrutnym wynaturzeniem, skazą na mapie Europy, podobnie jak Francja czy Wielka Brytania. Jasnym było, że skazę tę trzeba zlikwidować. Jak do tej pory sowieckie bagnety i Polrewkom nie wystarczyły.
Alojzy Stolzberg już z końcem wojny polsko-bolszewickiej zaangażował się w tworzący się ruch robotniczy alternatywny wobec PPSu. Nie było to zadanie łatwe, gdyż z jednej strony Polska jako kraj rolniczy nie posiadała dostatecznie dobrze rozwiniętego potencjału przemysłowego. Z drugiej zaś - władza traktowała wszelką komunistyczną agitację jako działalność antypaństwową i zwalczała ją z całą stanowczością. Skazywało to Komunistyczną Partię Robotniczą Polski na działalność konspiracyjną. W zdecydowanie lepszej sytuacji był Brunon, zadeklarowany piłsudczyk i członek Polskiej Partii Socjalistycznej. Jego karierze nie przeszkadzało pochodzenie rozumiane jako "mniej polskie", zaś o oddaniu świadczyły ciężka praca i patriotyczna przeszłość. I choć wiele łączyło braci w sferze woli czynienia dobra dla innych, inaczej to dobro rozumieli. Nie da się bowiem pogodzić nacjonalistycznego imperializmu z internacjonalistycznym zewem wolności. Owa wolność w przypadku Alojzego objawiała się za pomocą głównie niskonakładowego pisma "Goniec Fabryczny", kolportowanego na terenie województw Poznańskiego i Łódzkiego, którego był współzałożycielem. Pisał w nim głównie felietony, których ostrze wymierzone było w faszyzującą endecję i szerzony przez nią antysemityzm. Poza tym zajmował się dystrybucją pisma i popularyzowaniem idei komunistycznych wśród robotników. Mimo wielokrotnego aresztowania (i krótkich wyroków więzienia już po zamachu majowym) jego kariera w łódzkich strukturach KPP rozwijała się dynamicznie.
Zaś lata '20 w Polsce upływały pod znakiem tak unifikacji ziem dawnych trzech zaborów jak i faszyzacji kraju po 1926 roku. Wtedy to Józef Piłsudski po krótkiej wojnie domowej przejął władzę i rozpoczął rozprawianie się z opozycją. Był to gwałtowny i zdecydowany krok w kierunku do przekształcenia Rzeczypospolitej w dyktaturę. Świadczyły o tym chociażby fakty zawłaszczania rządowych stanowisk przez wojskowych, czy fałszerstwa wyborcze. A na świecie? Stany Zjednoczone, po stłumieniu komunistycznych wystąpień, wróciły do polityki izolacjonizmu. Wielka Brytania i Francja obciążone długami i koloniami trwały w mniej lub bardziej burzliwej stagnacji. Faszystowskie państwa takie jak Włochy, państwa bałtyckie czy Węgry zajmowały się tępieniem opozycji, zwłaszcza lewicowej. Podobną drogą kroczyła Austria, jak i całe Bałkany. Republika Weimarska, nastała po upadku kaiserowskich Niemiec, zamieniała się z wolna w pole bitwy między zwolennikami freikorpsowej polityki przemocy i bojownikami o internacjonalistyczny ład. Cała ta sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej gdy w 1929 roku świątynia kapitalistów na Wall Street obwieściła, że bożek wolnorynkowców odebrał im swoją łaskę w ramach kary za nadmierną chciwość. Wybuchł kryzys gospodarczy, największy w dotychczasowych dziejach nowoczesnego świata. Z dnia na dzień upadały fabryki i banki, niczym misternie wykonane domki z kart. W dekadę po zakończeniu Wielkiej Wojny Europą znów zaczęły wstrząsać demonstracje i protesty, co stanowiło szansę dla ruchów komunistycznych. Co prawda była ona równa z szansą dla faszystów wszelkiej maści, ale nikt nie mówił, że droga do socjalistycznego raju usłana będzie płatkami róż.
I tak francuska scena polityczna rozchwiała się, a rządy wymieniały się nieraz z tygodnia na tydzień. W Niemczech KPD, mimo dużej siły i poparcia społecznego, została zdelegalizowana a jej członkowie poddani represjom przez nowe, nazistowskie władze. W Austrii zaś zaczęły dochodzić do głosu grupy monarchistyczne widzące w przebywającym na emigracji Ottonie, synu ostatniego cesarza Austro-Węgier Karola, godnego dziedzica tronu tych niespokojnych czasów. W Polsce zaś rządy pułkowników postawiły na konieczność rozwoju bazy industrialnej, jako sposób na walkę ze stale rosnącym bezrobociem. Można było w tym dostrzec z jednej strony inspirację polityką robót publicznych z USA lub Niemiec, zaś z drugiej - sowieckiej industrializacji. Zasadniczym problemem było to, iż w dużej mierze władze polskie nie zamierzały w ten sposób zmniejszyć przepaści między "Polską A" i "B", a rozwijać przemysł wielkomiejski, głównie maszynowy, hutniczy i zbrojeniowy. Polityka zagraniczna II RP ukierunkowana była w zasadzie na bycie marionetką w imperialistycznych rękach Francuzów. Bo to właśnie za obietnicę gigantycznych pieniędzy francuskich (2,6 miliarda franków w złocie) pułkownicy pchnęli Polskę w ręce faszystowskiej koalicji Litwy, Łotwy i Estonii w lutym 1935 r. Przedłużyło to "kordon sanitarny" na granicy ze Związkiem Sowieckim, co po raz kolejny pokazało, że "karły traktatu wersalskiego" mają tylko jeden cel istnienia - zapobieżenie eksportu rewolucji do krajów Europy. Zaś o tym, jak nierównoprawnie Francja traktowała mocarstewko znad Wisły świadczy wypłacanie pieniędzy z wyżej wspomnianej pożyczki - wypłacono Polsce jedynie pierwszą ratę liczącą 400 mln FRF. Zaś gdy Francja przestała płacić na swoje kraje satelickie, rozpadła się Bałtycka Ententa. A nastąpiło to jedynie w dwa i pół roku po przystąpieniu do niej Polski.
I tak reżim policyjny poprzez konstytucję kwietniową z 1935 r., czy rozbijanie wojskiem strajków spowodowało zaciskanie się pętli na szyi opozycji. Do otwartego w 1934 r. miejsca odosobnienia w Berezie Kartuskiej zaczęli trafiać tak komuniści (jak Alojzy Stolzberg), jak i ukraińscy nacjonaliści czy jacykolwiek ludzie jawnie krytykujący rząd. Po śmierci Piłsudskiego nastał nowy wódz, Edward Rydz ps. Śmigły, który szybko zaczął obudowywać się polityczną kliką. Był on głównym inicjatorem powstania Obozu Zjednoczenia Narodowego (ozon), ruchu i organizacji mającej połączyć zwolenników sanacji z endecją. Przy czym przejął on najgorsze cechy obu z nich - fanatyczny antysemityzm i antykomunizm, zajadły faszyzm oraz regionalny imperializm. Coraz częściej dochodziło do wystąpień robotniczych przeciwko panującej władzy, jak w Krakowie i w Kielcach z maja 1937 r., kiedy to wojsko zabiło 40 demonstrantów.
Natomiast na Bałkanach sytuacja zaczęła zmieniać się diametralnie w 1936 r. W odpowiedzi na faszystowskie represje ludność poparła konspiracyjne stronnictwa monarchistyczne, które wywołały 6 lipca powstanie w Salzburgu. W wyniku masowych wystąpień oraz przejścia policji i wojska na stronę protestujących (9.VII) kanclerz Kurt Schuschnigg wraz z rządem uciekli do Szwajcarii. Dzięki temu Otto Habsburg mógł wrócić do ojczyzny, gdzie został koronowany Cesarzem Austrii. Uruchomione zostały ponadto zabiegi dyplomatyczne mające na celu zjednoczenie z Królestwem Węgier, gdzie tron stał pusty. Regent Miklos Horthy po trwających pół roku negocjacjach dał zielone światło parlamentowi na koronację Otta I (m. in. w zamian za rewizję traktatu z Trianon). I tak oto ziściły się Austro-Węgry. W sposób znaczny zdestabilizowało to sytuację na Bałkanach, gdyż głównym celem polityki zagranicznej monarchii habsburskiej był powrót do granic z 1913 roku. Oficjalnie nie mówiono co prawda o drodze zbrojnej, ale naciski dyplomatyczne na Czechosłowację, Rumunię i Jugosławię zdawały się mieć nikły efekt. Jedynie ta ostatnia zrzekła się części terytorium - zachodniej części banowin Drawy i Sawy (z portem w mieście Rijeka). Życie pokazało, że reżim ten był nie mniej faszystowski niż istniejące przed nim. W drugą rocznicę obalenia Republiki cesarz-król Otto I po skonsultowaniu się z Radą Imperialną zdecydował się wystosować ultimatum wobec Czechosłowacji. Zażądał powrotu tego kraju w poczet habsburskiej własności. Prezydent Benes, skłócony z Polską i Niemcami, jak również pozbawiony wsparcia dawnych sojuszników z Bałkańskiej Ententy, znalazł się w izolacji. Mimo to, Benes postanowił odeprzeć imperialistyczną agresję Wiednia. Jednakże jedynie Czesi popierali swego prezydenta. Kiedy tylko Austria ogłosiła powszechną mobilizację wojsk, na Słowacji wybuchło antyrządowe powstanie. Bitwa graniczna trwała dwa tygodnie, zaś przygraniczna Bratysława zajęta została dopiero 19 lipca. Wojska austro-węgierskie z resztą zorganizowanego oporu wojsk czeskich na Słowacji rozprawiły się do połowy sierpnia. W tym samym czasie dotarto pod Pragę. Zdecydowanie zbyt późno Benes zaczął szukać wsparcia w Polsce, która mogłaby być jedynym rzeczywistym sojusznikiem, lecz ta (podobnie jak Niemcy) przyjęła postawę wyczekującą. Po nocnym szturmie Pragi z 20 na 21 września miasto padło, zaś prezydent z rządem uciekli do Pilzna. Od tego czasu kanclerz Adolf Hitler wzmógł presję na nieistniejące już de facto państwo by przekazać Niemcom Sudetenland (część Sudetów, gdzie Niemcy stanowili etniczną większość). Benes przystał na to w zamian za obietnicę bezpiecznego tranzytu jego i jego współpracowników na zachód Europy. Korzystając z okazji minister spraw zagranicznych Polski Józef Beck uzyskał zgodę tak Hitlera jak i kanclerza Austro-Węgier na przyłączenie Zaolzia do Rzeczpospolitej.
By zrozumieć postawę Polski w tym konflikcie należy spojrzeć na imperialną politykę zagraniczną Polski lat '30. Otóż, w 1937 roku, tuż po rozpadzie Bałtyckiej Ententy, prezydent Ignacy Mościcki, GISZ Edward Rydz i minister Beck na naradzie dotyczącej przyszłości Polski w Europie rozważali różne możliwości rozwoju sytuacji. Wedle notatek adiutanta marszałka Rydza najprawdopodobniejszymi opcjami były: 1) utrzymywanie wzajemnych gwarancji sojuszniczych z Francją i poszukiwanie tychże u Wielkiej Brytanii, 2) zbliżenie z Austro-Węgrami przeciwko Niemcom i Sowietom oraz 3) sojusz z Niemcami przeciw Sowietom. Trzecia opcja wymagałaby zrzeczenia się "korytarza", czyli Prus Środkowych. Druga opcja wikłałaby Warszawę potencjalnie w wiele konfliktów z państwami, które były do Polski raczej przyjaźnie nastawione. Pierwsza zaś - ryzykowny mariaż z nawet dwoma mocarstwami światowymi. Nie dziwi zatem, że to właśnie koncepcja Nowej Ententy wygrała. Dodatkowo, starano się rozgrywać dyplomatycznie Austro-Węgry przeciw Niemcom, co nie było aż tak trudne ze względu na zajęcie przez Wehrmacht większości Sudetenlandu, do którego pretensje rościł sobie Otto I.
Wraz z rozpadem Bałtyckiej Ententy przed Polską stanął problem rozwoju sił zbrojnych. GISZ uznał, że najważniejszym wyzwaniem gospodarczym będzie modernizacja wojsk lądowych i ich mechanizacja. W sztabie generalnym zaczęto zdawać sobie sprawę z konieczności wprowadzenia do arsenału nowoczesnych środków pancernych używanych jako mobilny odwód oraz siły przełamania. We wrześniu 1937 r. postanowiono o sformowaniu w ciągu roku 3 wzmocnionych brygad pancerno-motorowych. W grudniu zaś postanowiono o podwojeniu wysiłków produkcyjnych. Dzięki temu już w lutym 1938 r. sformowana została 10. Pancerno-Motorową Brygadę Kawalerii pod dowództwem płk Stanisław Maczek, którą skoszarowano w Kielcach. Z końcem kwietnia zaś pod generałem broni Gustawem Dreszerem Warszawska Dywizja Pancerno-Motorowa. I tak polskie wojska lądowe rozwijały się przez cały 1938 rok, lecz nic nie było w stanie zrównoważyć potencjału Niemiec. W obliczu słabości własnego lotnictwa, postanowiono wdrożyć do masowej produkcji przeznaczoną na eksport maszynę PZL P.24, z których planowano sformować 18 nowych dywizjonów. Równolegle do tego konstruktorzy opracowywali prototypowe egzemplarze nowej maszyny, która miałaby być wdrażana do lotnictwa wojskowego od jesieni 1939 roku. Zaś na przełomie 1938/39 r. siły zbrojne Rzeczpospolitej wyglądały dość słabo, mimo militarystycznego prężenia imperialistycznych muskułów przez faszystowski reżim.
Co ciekawe, konflikt austro-węgiersko-czechosłowacki nie był w Europie jedynym krwawym w tym okresie. Latem 1936 r. wybuchła w Hiszpanii wojna domowa między sekularystycznymi republikanami a nacjonalistycznymi zwolennikami generała Franco. Siły faszystowskie zostały jednak szybko zepchnięte do defensywy i niewiele wskazywało na możliwość odzyskania przez nich inicjatywy. Nie można zapomnieć o dużej pomocy Związku Sowieckiego dla sił broniących Republiki. Bo Związek postanowił wycofać się z głównego nurtu polityki międzynarodowej i zająć się własnymi problemami wewnętrznymi.
Bardzo mnie cieszy, że grasz na jakimś nieznanym mi modzie - dzięki temu zupełnie nie mam pojęcia, co Cię może czekać w przyszłości.
OdpowiedzUsuńCzekam na rewolucję, a rewolucja zapewne czeka na sprzyjający moment :)