niedziela, 30 grudnia 2012

Smutny Witalij

oni się tam prali po gębach, a on tak z boku stoi. Już myślałem, że ten jego UDAR wszedł do parlamentu by zaprowadzić porządek, albo przynajmniej nauczyć te leszcze się bić. Wtedy Ukraina miałaby dobrą reprezentację. Dołączyłaby do Indii, Republiki Chińskiej, Nigerii, Okupowanej Korei (gdzie widać również zalążek żeńskiej reprezentacji) czy Somalijczyków w Kenii. A my tak zmarnowaliśmy tego pana :(

niedziela, 25 listopada 2012

Filmowe oczekiwania

Do końca przyszłego tygodnia powinienem wyrobić się z aktualizacją WiFila, lecz dzisiaj chciałbym zaprezentować Wam filmy, na które czekam (premiera: 2013), bądź które są na moim celowniku w tej czy innej formie.

Po pierwsze Frankenstein's Army. Kiedy upadło marzenie o realizacji Worst Case Scenario jego twórcy wyszli z tym właśnie projektem. Mam nadzieję, że uda się go doprowadzić do końca. Strona filmu.

Nazis at the Center of the Earth to kolejna, po Iron Sky, próba nazistów na przetrwanie II WŚ. Tym razem pod powierzchnią Ziemi. Zapowiada się gniot, ale może chociaż zabawny? ;)

Outpost II: Black Sun to kontynuacja filmu znanego w Polszy jako Eksperyment SS. "Jedynce" zarzucić można sporo: absolutny miszmasz na etapie kreacji bohaterów, kiepskie naukowe podłoże czy też ideę wielowymiarowego bytowania (czy jak to określić) giermańców. Dwójka może aż tak kulawa nie będzie, w czym należy pokładać jakieś choćby minimalne pokłady nadziei. A są jeszcze plany na część trzecią.

4th Reich, czyli cały czas bijemy w nazistowski bębenek. Będzie to również kolejna okazja dla Seana Beana by przeżyć do końca filmu, co zerwałoby ciążącą nad nim klątwę. Czy mu się uda?

V/H/S, czyli film który w komentarzach na Filmwebie zbiera szerokie spektrum ocen (od: gniot do: Najlepszy HORROR jaki dane mi było ujrzeć). Zwiastun nie prowadzi do eliminacji zainteresowania tytułem, a konwencja zdaje się przypominać coś jakby pomieszanie kilku creepypast (Slenderman w formie "Marble Hornets", częsta figura tajemniczego zabójcy).

Gwoemul 2 kontynuujący zapewne historię ściekowych kreatur spod Seula z filmu znanego jako The Host: Potwór. Jako że cenię sobie pierwszą część (moje pierwsze nocne szaleństwo na ENH!), z pewnością nie omieszkam rzucić okiem na część drugą. Jak już powstanie, of course.

Antiviral, czyli pierwszy film syna Davida Cronenberga oraz jedyny w zestawieniu, który na serio ma szansę trafić do szerokiej kinowej dystrybucji w Polszy. Ponadto, nie jest to film ani o nazistach, ani o zombie. A jeśli już poruszyliśmy temat zombie...

World War Z będące adaptacją książki pod tym samym tytułem. Książki nie czytałem (how suprising), ale okazała się bestsellerem (notowana przez 4 tygodnie na New York Times Best Seller list). Co z "papierowej" fabuły przetrwa proces przenoszenie na ekran? Nie wiem, ale liczę na dobre kino.

Zone 261 - apokalipsa zombie w Szwecji? A tu zapowiedź.

Piranhaconda, czyli coś dla czystej rozrywki niezmąconej niczym :) Ze stosunkowo wysoką (jak na znaffcuf z Filmweba) średnią ocen pozytywnie rokuje na odmóżdżający seans przy piwku w liczbie "n=/=0" i kompanii znajomych.

środa, 21 listopada 2012

Swoją drogą

czy nie jest to ciekawa sprawa? Skoro Brunon K. chciał wysadzić Sejm z parlamentarzystami, rządem oraz prezydentem i jednocześnie zarzuca mu się antysemityzm, to czy nie jest to ostateczne potwierdzenie tezy ludzi z pewnej planety o naturze polskiej elity politycznej? Osobiście nie wierzę, że w aż taką wtopę i nagłą powszechną dekonspirację, ale nigdy nie wiadomo ;)

wtorek, 20 listopada 2012

Już wiadomo

czyja to sprawka.

Ale teraz bardziej poważnie - czy tylko mi ta sprawa śmierdzi, czy to mój spiskometr zdążył się już przegrzać?

piątek, 16 listopada 2012

Pan McDonald farmę miał

Równo miesiąc temu dałem Wam możliwość zajrzenia wgłąb kreatywnej duszy tej części graczy, którzy poświęcają swój cenny czas na różnego rodzaju symulatory. Dzisiaj w ramach odwiedzania polygamii przekonałem się, że w październiku jedynie lekko i pobieżnie dotknąłem tematu. Zapraszam Was zatem do odwiedzenia dwóch linków.

Pierwszym z nich będzie prezentacja zjawiska zwanego Mortal Kombain, czyli walki maszyn rolniczych. Drugi - półtoragodzinny stream grającej reprezentacji redakcji wcześniej wymienionego portalu ("akcja" od 10:46). Cytując redaktora Konrada "gra jak Skyrim" ;)

niedziela, 11 listopada 2012

Tony w chińskim

są cholernie ważne. Przykład z dzisiaj: słowo xuexi (a raczej xue2xi2 korzystając z zapisu tonalnego, oryg. 学习) oznacza "uczyć się". Natomiast inne 'xuexi' (tonalnie xue4xi3, oryg. 血洗) oznacza masakrę/krwawą łaźnię. U mnie w słowniku wygląda to tak. Jak widać są to zupełnie różne znaki, więc w zapisie trudne do pomylenia. Jednak w wymowie...

sobota, 10 listopada 2012

44 bez zmian

No, Witku, kliknij i uznaj wynik wyborów. 332:206, czyli mój plan "maxiObama" z naszej rozmowy. To zdecydowanie bliżej do 315 niż 310. Ciekawie będziesz wyglądał z wąsami :)

Tymczasem czyszczenie i nowe rozdanie.

wtorek, 6 listopada 2012

45?

Dzisiaj wybory prezydenckie w USAch. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ich wynik nie jest tak łatwy do przewidzenia jak cztery lata temu (w tym drugim linku miałem oczywiście rednecków a nie redheadów). Dlaczego?

Po pierwsze, spadek w postaci ekonomii pobuszowej i nadchodzącego kryzysu okazał się wyzwaniem ponad siły dowolnego człowieka na naszej planecie. Nie uchylił "Patriot Act", który pozwala np. na szerokie łamanie prawa do prywatności korespondencji przez amerykańskie specsłużby. Nie zamknął więzienia w bazie Guantanamo. Czyli nie rozliczył się z dwoma największymi symbolami epoki G. W. Busha jr. Co się Obamie udało? Wyprowadził wojsko z Iraku (wpychając, chcąc-niechcąc, Bagdad w ręce Teheranu), rozkręcił deficyt budżetowy by ratować miejsca pracy i zafundował ObamaCare, które budzi bardzo różne uczucia Amerykanów. Część z jego 'tymczasowych zwolenników' mogło to zniechęcić. Ale czy to zadecyduje?

Żeby poszukać odpowiedzi na to pytanie, proponuję przyjrzeć się najpierw wynikom sprzed 4 lat. Na to można spokojnie nałożyć kilka map z przewidywaniami: Huffington Post, Washington Post, New York Times, CNN i serwis "270 to win". Widać z nich, że "swinging states" to w dużej mierze stany, które głosowały na Obamę. Colorado (9), Florida (29), Virginia (13), North Carolina (15), New Hampshire (4), Iowa (6), Wisconsin (10), Ohio (18), Pennsylvania (20) i Nevada (6). W sumie 10 stanów wartych w sumie 130 głosów elektorskich. Tyle Obama stracił w stosunku do wyniku z 2008 roku. Powyższe stany (+ ewentualnie Michigan z kolejnymi 16 głosami, które uznawane jest za 'raczej za Obamą') zadecydują o wyniku wyborów. Może nie one jako blok, ale to w nich ludzie zadecydują, kto będzie 45. prezydentem w USAch.

Zwracając uwagę na szacunki bardziej profesjonalne od moich powiedzieć można, że przewidywane poparcie waha się zasadniczo. Dla Obamy to od 186 (WP) do aż 277 (HP). Romney ma gorzej, gdyż jego dolny próg szacunkowy to 170 (WP) do jedynie 206 (NYT i CNN). Trzecim ważnym punktem jest rozrzut punktowy obszarów uważanych za 'swinging states' - HP: 70, WP: 89, NYT: 89, CNN: 95. Jednakże, jeśli poszerzymy kategorię stanów niepewnych do tych, które nie są 'solid' w jedną czy drugą stronę, uda się zebrać te 130 głosów o których piszę wyżej. Pytanie, komu bliżej by to osiągnąć?

Pierwsza debata była niewątpliwym wstrząsem. To ona pokazała, że Romney nie jest skazany na porażkę i że może nawiązać walkę z obecnym prezydentem. Problemem jego było to, że nie potrafił tego potwierdzić później. I nawet huragan Sandy (który odczytywany byłby w Chinach jako "utrata mandatu Niebios") raczej pozwoli Ameryce skonsolidować się wokół własnego lidera - Obamy. I wszystkie niedotrzymane obietnice, czy kontrowersje związane z rozkręceniem deficytu czy ObamaCare moim zdaniem jedynie zmniejszą przepaść między oboma kandydatami, która ziała swą przestrzenią 4 lata temu (192 głosy, choć to i tak nic w porównaniu z tym!).

Moje przewidywania? To i tak jedynie wróżenie z fusów, ale spróbujmy, stan po stanie. Powiedzmy, że uznaję poparcie dla Romneya za niedoszacowane i w tym duchu będę typował oraz w duchu poszukiwania fałszywej synergii tam, gdzie jej raczej nie ma - w głosowaniu do Senatu jako 'najświeższym sondażem poparcia dla partii'.

Colorado przed Obamą na Demokratów głosowało ostatni raz w 1992 roku, ale mają w Senacie obu kandydatów -> Obama

Floryda jest ciężkim orzechem do zgryzienia. To niemal losowy stan, a dosyć wysoko punktowany. Senat nie pomaga w podjęciu decyzji. Zaryzykujmy argumentem niedoszacowania -> Romney

Virginia popierała Republikanów nawet w czasach, kiedy Texas głosował na Demokratów (sic!), czyli np. w 1976 roku przy zwycięstwie Cartera. Obama (a raczej Bush) sprawił, że owa passa dobiegła końca. Potwierdza to również Senat. -> Obama

North Carolina, przypadek podobny do Texasu wspomnianego powyżej. Senat wykazuje remis, zatem -> Romney

New Hampshire w latach '70 i '80 głosowało za GOP, a od lat '90 (z przerwą na 2000 rok) stoi po stronie Demokratów. Nie wiem, co doprowadziło do wyłamania się teraz do grupy 'swinging states', ale Senat mówi o remisie. -> Romney

Iowa 'demokratycznie'. Republikanie: 04; Demokraci: 88, 92, 96, 00, 08. Ale w Senacie remis. Mimo wszystko uznaję, że jednak -> Obama

Wisconsin ostatnio 'republikański' w 1984 roku (kiedy prawie wszyscy tacy byli). W Senacie remis. Mimo to -> Obama

Ohio od 1964 roku głosuje na zwycięzców. Nieprzerwanie. Dlatego zignoruję fakt remisu w Senacie i głosy stamtąd według mnie otrzyma -> Obama

Pennsylvania uważana jest za jeden ze stanów Północno-Wschodniego Wybrzeża, które popiera Demokratów. Na Republikanów głosowała jedynie wtedy, kiedy wygrywali oni przytłaczającą liczbą głosów (Nixon, Reagan). Mimo to, remis w Senacie. Byłbym jednak skłonny zaliczyć te głosy Demokracie -> Obama

Nevada od 1980 roku może być nazywana "Ohio Zachodu", wcześniej było różnie. W Senacie remis, lecz wydaje mi się jednak, że głosy jednak zostaną u Demokratów -> Obama

Michigan bywa zaliczane do niepewnych, choć według mnie sprawa jest jasna -> Obama

Zatem mapa wyglądać będzie mniej więcej tak, choć najmniej pewności mam (jak zwykle) co do Florydy. Mimo wszystko wynik 299:239 lub 328 do 210 cały czas daje Obamie reelekcję. A czy to dobrze, czy źle - czas pokaże.

Oczywiście, możliwy jest też taki wynik, ale jedynie matematycznie i należy to raczej traktować jako rodzaj ciekawostki ;)

wtorek, 30 października 2012

Czy gazeta.pl jest infiltrowana przez niemiecką agenturę?

Twierdząco na to pytanie odpowiada internauta kryjący się pod pseudonimem jaceq_1. W założonym przez siebie temacie w dziale "militaria" informuje on innych internautów o posiadanej przez siebie wiedzy i doświadczeniach. Ponadto, wyjawia listę nicków użytkowników forum zwerbowanych przez niemieckie agencje wywiadowcze.

Tyle jednostronnego przekazu. Co ciekawe, nie jest to pierwszy raz kiedy na forum gazeta.pl natknąłem się na podobnie brzmiącą wiadomość (choć nie pamiętam, czy autor podpisywał się tym samym nickiem). Dopiero jednak za trzecim razem postanowiłem zrobić print screena, jako że poprzednie dwa tematy były usuwane przez moderację. W obliczu tych informacji należy zadać sobie dwa pytania. Po pierwsze, czy jest to tylko trollerska zagrywka obliczona na sianie chaosu (choć widząc odpowiedzi internautów budzi raczej dowcipne riposty)? Po drugie - ile mimo wszystko w tym może być prawdy?

O ile na drugie pytanie nie mam możliwości odpowiedzieć ze względu na brak wiedzy, o tyle na temat pierwszego można pospekulować. Świat jest pełen oszołomów, zaś Internet wzmaga ich nadreprezentację wśród społeczności internautów. A oszołomy jak oszołomy, mogą pisać o różnych bzdurach i dziwactwach. Będą dzięki temu generować zamieszanie i rozbudzać rozmaite emocje. Ma to tym większą siłę oddziaływania, że na liście jacka1 znaleźć można najaktywniejszych użytkowników działu "militaria" na gazecie.pl, które czasem odwiedzam jako 'lurker' - obserwator, czytelnik. Z tego punktu widzenia nietrudno odgadnąć przyczyny rozbawienia internautów, którzy mimo wielokrotnego niezgadzania się ze sobą (że tak eufemistycznie to nazwę) połączeni zostają nagle w jedną grupę - zwerbowanych przez niemieckie specsłużby.

Z drugiej jednak strony, żart powtarzany wielokrotnie przestaje być śmieszny i coraz mniej osób skłonna jest traktować je na poważnie. To jest już co najmniej trzeci raz, kiedy taka teza z podobną (może tą samą?) listą pojawia się na forum gazety.pl. Jest to chyba jedyny argument za ewentualną prawdziwością oskarżeń jacka1. W każdym bądź razie trudno jest mi zawiesić mój sceptycyzm w sprawie tej spiskowej teorii dziejów. I nie dzieje się tak ze względu na uważanie przeze mnie forum gazety.pl za mało ważne z perspektywy możliwych niemieckich interesów (bo niewątpliwie wartość tego portalu jako pewnej platformy komunikacyjnej i wymiany poglądów istnieje), co zaufania we mnie nie budzi sposób przekazania informacji. Owo 'wejście do jaskini lwa i wykrzyczenie, że są tam lwy'. Bo przecież jasnym jest, że taki temat prędzej czy później wyleci bez względu na zawartość prawdy.

Swoją drogą, jeśli na gazecie.pl siedzi wywiad niemiecki, to czyj wywiad siedzi na onecie?

sobota, 20 października 2012

Przemysław Gintrowski is gone

1951-2012


Przy tej okazji media przytaczają "Mury". Ja przypomnę natomiast Requiem rozbiorowe, czyli refleksje nad wydarzeniami sprzed dwóch wieków. Niby to wszystko należy już do przeszłości, ale czy aby na pewno?

piątek, 19 października 2012

Sensacje XX wieku

Historia XX wieku niewątpliwie skrywa wiele tajemnic. Ale ile z nich znajduje potwierdzenie w faktach? Jako osoba nie mająca dojścia do źródeł, z których korzystają publicyści, pozostaje mi zachować postawę sceptyka. Chociaż niekiedy alternatywne wizje znanej nam historii są zbyt kuszące by jednoznacznie się od nich zdystansować.

Słuchowisko pana Bogusława i postmorteniczny wywiad z panem Pawłem.

środa, 17 października 2012

WiFil, aktualizacja 2012.10.17

Co ja Wam będę mówił, lubię kupować filmy po dobrej cenie. A dobra cena to np. 9,99 PLN. Wtedy łatwiej kupować filmy falami. Bo o ile dobrą muzykę ciężko jest dostać za <30 PLN od płyty, to z dziełami kinematografii jest dużo prościej. Bowiem fatalna muzyka zwykle pozostanie fatalną muzyką, zaś kiepski film cały czas może dać wiele radości. Zatem przy okazji kolejnego przekopywania saturnowych koszy w poszukiwaniu perełek (a znalazłem m. in. La Stradę!) moja kolekcja powiększyła się o kolejne pozycje. Proces ten uległ intensyfikacji, kiedy w domu odkryłem kolejnych kilka płyt jeszcze nie wpisanych do WiFila. Zatem upubliczniam świeżo zaktualizowaną listę.

Enjoy!

wtorek, 16 października 2012

Virtual insanity

Kiedyś byłem ciekawy profilu psychologicznego ludzi grających w symulatory śmieciarki, kombajnu, autobusu ect. Bo jestem w stanie zrozumieć gry z serii Tycoon, SimCity czy Simsy, bo to mniej lub bardziej rozbudowane strategie. Ale kim jest grupa docelowa, która czerpie swoją rozrywkę z czyszczenia ulic czy kopania dołów koparką? Teraz już chyba poznałem odpowiedź na to pytanie:

klik1, klik2, klik3

poniedziałek, 1 października 2012

Komentarz ws. zastrzelenia zestrzelonych

Jako że system komentarzy mi się wykrzaczył w jakimś wymiarze, postanowiłem odpowiedź do komentarza Szapiela zamieścić jako osobną notkę. Enjoy.

Problem z "newsami" pochodzącymi z Bliskiego Wschodu jest taki, że nie można oprzeć się na żadnym konkretnym źródle. Zasadniczo są dwie strony konfliktu, a każda pokazuje konflikt jako czarno-biały (w odpowiednią dla siebie stronę, oczywiście).

Przykład z Libii, który osobiście bardzo lubię. Kadafi zasadniczo podpadł całej społeczności arabskiej i nie był zbyt poważany przez Saudów, Emirów ect. Jedynymi krajami, które nie prezentowały wizji medialnej wrogiej dżamahriji były te, które dostarczały mu uzbrojenie lub traktowały inwestycje w Libię 'na poważnie'. Czyli Rosja, Chiny i niewiele więcej (być może Iran, ale nic pewnego). Reszta (tutaj: NATO, płw. Arabski) była nastawiona bardzo negatywnie do reżimu Kadafiego i często np. Al Jazeera podawała, nazwijmy to, 'niesprawdzone' informacje. Moim ulubionym przykładem jest fakt schwytania Saifa al-Islama w Trypolisie, ogłaszany tak ze 3 razy, przy czym de facto żadne z nich nie miało miejsca. I tak z bardzo wieloma faktami. Radio Erywań się kłania.

Supporterzy Kadafiego również prowadzą swoją kampanię dezinformacyjną. Przez to trudno powiedzieć, na ile prawdziwe są stwierdzenia o exGitmowcach szkolących "freedom fighterów", operacyjnym użyciu SASu w walkach czy koordynowanym przez NATO polowaniu na Kadafiego. Żadna z tych rzeczy nie jest zła z punktu widzenia interesów Zachodu, ale jest 'niekanoniczna' z punktu widzenia opinii publicznej i oficjalnych ogłoszeń.

Podobnie jest w Syrii. Mimo że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, front medialny jest niemal niezmieniony. Assad jest wspierany przez Iran, Rosję i Chiny, a przeciwnicy są zasadniczo ci sami + nowe władze postrewolucyjne z Libii i Egiptu. Przeważa tutaj pęknięcie szyicko-sunnickie. Dodatkowo kwestia frontu (a raczej "frontu") jest znacznie bardziej niejasna, przez co wszystkie doniesienia trzeba uznać a priori za mało wiarygodne. Dlatego też doniesienia Al-Arabii(!) pochodzące ze źródeł opozycyjnych (!!) sklasyfikowane przez rządzących Syrią jako "Top Secret" (!!!) powodują zapalenie się trzech ostrzegawczych lampek. Zatem jedyne co mogę napisać to 'nie wykluczam, choć bardzo wątpię'.

Co zaś z Turcją, to trzeba wziąć poprawkę na stosunki między oboma krajami. Poświęcam temu może ze dwa akapity w licencjacie. Ogólnie zaczęło się od tego, że w 1939 r. Francuzi przehandlowali Sandżak Aleksandretty Turkom w zamian za bezpieczeństwo Cieśnin Czarnomorskich. Od tego czasu relacje między Damaszkiem a Ankarą były złe, a w '90 Syria wspierała powstańców kurdyjskich. Od 1998 jednak następowało ocieplenie stosunków. I tak to trwało do wybuchu Arabskiej Wiosny, kiedy to okazało się, że polityka Erdogana poniosła swoją największą klęskę właśnie w Syrii.

I tak, jeśli wierzyć doniesieniom medialnym, Turcja dosyć otwarcie pomaga antyassadowcom zapewniając zaplecze i transport broni z AS i krajów Zatoki, Irańska Gwardia Rewolucyjna (bez)pośrednio wspiera siły rządowe, a Damaszek odpalił kurdyjską bombę.

Dlatego odpowiadając na pytanie, nieważne czy Turcy wiedzieli o ewentualnej sprawie 'dobicia' pilotów przez Syryjczyków czy nie, i tak nie mogą z tym nic zrobić. Erdogan zapędził się w ślepą uliczkę, z której nie ma wyjścia "z twarzą". Podjął decyzję o sprzeciwie wobec Assada mając nadzieję na jego szybki upadek (jak Ben Alego w Tunezji czy Mubaraka w Egipcie), ale niemiłosiernie się przeliczył. Żadna ze stron nie może sobie wizerunkowo pozwolić na pojednawcze wyciągnięcie dłoni, póki nie rozstrzygnie się kto wygra wojnę domową w Syrii. Jeśli lud obali Assada, nie będzie się trzeba z nikim pojednywać. Ale jeśli nie...

I w ogóle, ciężko się odpowiada na takie pytania w komentarzach. Trudno się formatuje. Będę musiał jakoś w październiku strzelić jakąś notkę o regionie. Może Syria, może Iran, może Izrael, jeszcze nie wiem.

Pozdrawiam!

niedziela, 30 września 2012

Bibi w oenzetach

Powiedzmy sobie szczerze, Internety kipią od szydery. Mieliśmy przykład hiszpańskiego fresku "Ecce homo". Natomiast ostatnio premier Izraela w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ strzelił wdzięczną mówkę o irańskim zagrożeniu w związku z manufakturą nuków i konieczności wyznaczenia czerwonej linii. Nie byłoby to niczym niezwykłym (ani szczególnie nowym), gdyby nie dosyć dosłowna i prostacka forma graficzna. Internetowa Loża Szyderców (tj. ogół Internautów) nie przegapiła tej banalnej okazji do nabijania się ze świata polityki. Ale i nie tylko. Poniżej kilka ilustracji.

#1, #2, #3, #4, #5, #6, #7, #8, #9, #10, #11, #12, #13, #14, #15.

Nieco wyjaśnienia: #1 - Obama jest uważany za najmniej proizraelskiego prezydenta USraela ever; #2 - największy foch londyńskich IO, który został memem; #3 - Izrael nie podpisał NPT; reszta raczej nie wymaga komentarza.

sobota, 29 września 2012

WIFil, aktualizacja 2012.09.29

W związku ze zdobyciem "Głową w mur" Fatiha Akina (dzięki czemu mam już oba jego filmy, z którymi dane mi było się zapoznać) oraz dojściem jeszcze kilku pozycji, postanowiłem zaktualizować bazę danych Wielkiego Indeksu Filmowego. A doszło poza wspomnianą "Głową w mur" jeszcze 9 innych pozycji. Dzięki temu w WiFilu znajdziecie już 60 filmów.

Enjoy!

piątek, 28 września 2012

Stary orzeł mocno śpi

Witajcie po wakacjach.

29 września warszawskimi ulicami przejdą się smoleńscy sekciarze, socjalny katobeton sterowany radiowo oraz członkowie najbardziej pokrzywdzonego politycznie symbolu pokojowego oporu wobec autorytarnego reżimu. Odbędzie się to pod hasłem "Polen Erwache", dla zmyłki Narodu przetłumaczonego na naszą rodzimą mowę. Nietrudno przy tej okazji pokrzykiwać "faszyści, faszyści", bo nie będzie to absolutnie pozbawione słuszności. I chociaż marsze z pochodniami raczej w najbliższej przyszłości już się nie powtórzą, to przyprawiona mniej lub bardziej zasadnie gęba utrzyma się w świadomości społecznej nieźle.

Dlaczego faszyści? Czy każdy konserwatysta kontestujący liberalizm dowolnego typu (gospodarczy, światopoglądowy ect) jest faszystą? Nie, nie każdy. Ale gdy potwierdzenie znajduje coraz to więcej przesłanek o dążeniu do faszyzacji, kłopotem staje się milczenie. Dążenie do silnej władzy wykonawczej faszyzmem nie jest, lecz w połączeniu z wodzowską praktyką sprawowania władzy i mentalnym zawieszeniem w świecie konfliktu na śmierć i życie - jest. Chęć wynegocjowania w szerokim gronie nowej umowy społecznej może by ciekawym pomysłem, o ile nie zamieni się w szczucie pracowników na pracodawców (jak w punkcie 2) i na odwrót. Dążenie do reformy systemu prawnego nie jest złe same w sobie (a nawet jest potrzebne i pożądane), z tym że mając w pamięci rozwój niektórych wydarzeń 05-07 można mieć wątpliwości co do roli prawa w państwie rządzonym przez smoleńskich sekciarzy. Potwierdzanie bzdurnego frazesu o dyskryminowaniu znacznej większości społeczeństwa przez bliżej nieznane siły oraz organy państwa odpycha ludzi, których stać na zsekularyzowane podejście do "dobra wspólnego".

W tym miejscu pozwolę sobie na krótką dygresję. Mianowicie ilu jest w Polsce katolików? Wedle danych GUSu (strony 116 i 134) 33 i pół z 38 i pół miliona. Wychodzi zatem jakieś 87% populacji. Ochrzczonych. A ilu w tym prawdziwych katolików? Na nieznajomość dogmatów zwraca uwagę pewien filozof. Wychodzi zatem, że nie jest to przytłaczająca większość. To z kolei rodzi pytanie - kim są ci wszyscy łżekatolicy? I czy to oni przypadkiem nie stanowią większości społeczeństwa? Nie chcę nawet rozwijać tej myśli, gdyż gdyby to była prawda...

Wracając do maszerującej smoleńskiej sekty, cieszy mnie jej stosunkowo wąski target. Jarosław I Prawy po utracie Lecha II Sprawiedliwego miał co prawda okres odprężenia wizerunku, jednakże nie wystarczyło to by przejąć pałac z żyrandolem. Dlatego też Jarosław I Prawy mógł spokojnie zaostrzyć kurs, oczyścić szeregi ze zdrajców i sabotażystów oraz zewrzeć szeregi. To jednak nie wystarczyło. Znalazł się delfin poddający w wątpliwość postępowanie wodza, przez co w chwili obecnej wokół wodza nie ma już żadnych delfinów, tylko płotki i (nomen-omen) leszcze. Przy tej mnogości podziałów jednej partii fakt przetrwania na scenie politycznej statku-matki wydaje się zadziwiający jedynie w pierwszej chwili. Po momencie zadumy zdajemy sobie bowiem sprawę, że stały elektorat Jarosława I Prawego ma stosunkowo mało punktów zbieżnych z "przeciętnym polskim konserwatystą". Elektorat ten jest bowiem dosyć mocno wyspecjalizowany w Jarosławie I Prawym (z wszystkimi tego konsekwencjami w postaci bagażu ideologicznego) i przez to jest nieprzeliczalny w żaden prosty sposób na skalę makro. Odejmując od wyborców jego partii ludzi głosujących na nią ze względów na bycie "największą siłą opozycyjną" wyszłoby zatem na to, że jarosławinistów jest nie aż tak dużo więcej niż korwinistów. Niestety nie mam żadnych danych na poparcie mojej tezy, aczkolwiek zakładam, że gdyby polska prawica była w stanie zjednoczyć się (he he he) poza Jarosławem I Prawym, wielu obecnych wyborców prawicowych wolałoby nowy twór. Pod oczywistym warunkiem rokowania na 1) przetrwanie na scenie politycznej, 2) wejście do parlamentu i 3) zdobycie kilkudziesięciu procent mandatów. Póki co, wszystkie postpisowskie twory spełniają co najwyżej pierwszy punkt, dlatego też polska prawica ma twarz Jarosława I Prawego.

To samoograniczanie się jest jednocześnie do pewnego stopnia gwarantem, że PiSlamiści nie mają szans na zwycięstwo w żadnych wyborach. Wytłumaczenie jest prozaiczne - by zgarnąć przynajmniej żelazny elektorat smoleńskich sekciarzy trzeba być partią dla smoleńskich sekciarzy. A siły na wszystko ponad to zostaje mało. Polityczny teatr "Gierka-komunistycznego-patrioty" nie jest w stanie zdobyć dostatecznie dużo centrum by zwyciężyć PZPO. Trafnie opisuje to Towarzysz Orliński.

To może teraz o PZPO. Piszę "PZPO", bo tym w moim odczuciu stała się ta partia po przyjęciu do siebie Kluzik-Rostkowskiej, Arłukowicza i Rosatiego. Z partii rządzącej stała się partią władzy łączącą ludzi od lewicy po prawicę. Co się dziwić, że teraz trąci Gowinem. A nie da się skutecznie rządzić, jeśli klub poselski jest ideologicznie rozbuchany od Sasa do Lasa. PZPO nie może zatem liczyć na długie trwanie i prędzej czy później się rozpadnie. A czy podział powstanie na linii ideologicznej, personalnej czy jakiejś pomiędzy - bez różnicy! Różnicę uczynić może fakt, czy twory te będą na tyle silne by zostać w politycznej grze, czy upadną i utorują drogę...

No właśnie, komu? Na dzień dzisiejszy nie ma w Polsce silnej partii opozycyjnej mogącej rządzić w miejsce PZPO. PiSlamiści nie posiadają zdolności koalicyjnej (a lider z całą mocą pracuje na wyjałowienie intelektualne partii), Klub Towarzysza Leszka jest śmiertelnie skłócony z konkurentami ze strony Palikota. Front Agrarnego Nepotyzmu ma pewien problem, które mogłyby pchnąć go w koalicję z kimkolwiek kto zagwarantowałby mu miłego ministra finansów, ale to raczej problem przejściowy. Reszta politycznego planktonu nie ma raczej zbyt wielkich szans nawet na wejście do parlamentu, a co dopiero mówić o rządzeniu. Zakładając zatem worst case scenario w tym political fiction:

Po wybuchu kolejnych afer w 2012 roku (m. in. Amber Gold, kolejny akt smoleński, kryzys w wymiarze sprawiedliwości) społeczne zaufanie do koalicji rządowej zaczęło dramatycznie spadać. W PO zaczęły narastać tendencje odśrodkowe. Zmarginalizowany po wyborach w 2011 roku Grzegorz Schetyna zaczął przyłączać się do krytyki bezczynności premiera Tuska w sprawie kolejno wybuchających afer. Doprowadziło to do zwołania nadzwyczajnej konwencji PO, która ukazuje prawdziwą głębokość podziału wewnątrzpartyjnego. Donald Tusk, licząc na utrzymanie równowagi między frakcjami, decyduje się na rezygnację z funkcji przewodniczącego. Zastąpić miał go orbitujący między Gowinem i Schetyną Radosław Sikorski, lecz ten w ostatniej chwili wycofuje się uzyskawszy od pierwszego z nich gwarancje poparcia dla swoich ambicji prezydenckich. W efekcie skrzydła konserwatywne i "centrolewicowe" ścierają się ze sobą. Ostatecznie Grzegorz Schetyna wygrywa niewielką większością głosów z Hanną Gronkiewicz-Waltz, co prowadzi do rozłamu w partii. "Gowinowcy" tworzą własny klub parlamentarny, co stawia pod znakiem zapytania większościowe zaplecze rządu. Donald Tusk szuka możliwości poszerzenia koalicji PO-PSL o partie lewicowe, lecz nawet gdyby SLD i RP chciały ze sobą współpracować - nie utworzyłyby one większości. Oczywistym się stało, że przyspieszone wybory są koniecznością.

Kampania wyborcza była brutalna. RP i SLD skutecznie zwalczały się wzajemnie, nie mogąc jednakże pozyskać dla siebie większości wyborców lewicowych. Ich poparcie uzyskała w dużej mierze Nowa Platforma Grzegorza Schetyny*. Na prawicy zaś wydawało się, że śmiertelny bój stoczą ze sobą PiS i wzmocniona o plankton gowinowska Liga Konserwatywna*. Jednakże główny nurt kampanii przyćmiony został przez zjadliwą walkę byłych platformerskich frakcji. Najbardziej skorzystał na tym PiS uzyskując najlepszy wynik w wyborach, co zawdzięcza konstruktywnym punktowaniu polityków z obu skrzydeł PO oraz szerokiemu otwarciu się na łżekatolickie centrum. Jarosław Kaczyński sformować może swój pierwszy większościowy rząd...

Powyższy scenariusz to niemalże fantastyka, ale faktem jest, że to właśnie PiS jest partią, która najwięcej zyskuje przy okazji osłabienia PZPO. I to jemu jest najbliżej do stworzenia rządu, gdyby PZPO przestała istnieć, a jej politycy nie byliby w stanie zbudować żadnych sensownych politycznych alternatyw. A czy mając rząd i stabilną większość w parlamencie PiS powściągnie swoje ambicje w dziedzinie, nazwijmy to, służbowej?

Jedyną sensowną nadzieją na to, że do tego nie dojdzie jest niemożność odbicia PZPO wyborców centrowych przez PiS. Życie jasno pokazuje, że jednoczenie prawicy stoi poza możliwościami sekty smoleńskiej, zatem tylko polityczny kataklizm w postaci "obudzenia" Polski przez Jarosława I Prawego byłby w stanie wynieść go do władzy. Dlatego, stary orle, mocno śpij.



* - wybaczcie, ale jest 5 rano i nie mam weny na wymyślanie fancy names

środa, 5 września 2012

Poradniki w Internetach

W Internetach można znaleźć zasadniczo dwa rodzaje poradników. Nie będę ich nazywał w żaden konkretny sposób, bo dróg podejścia do nich jest wiele. Pozwólcie zatem, że zaprezentuję je na przykładach:

[!achtung! fatalny dźwięk]

Pierwszy to Yegwen (komentator e-sportu w wydaniu Starcrafta 2) radzący jak zostać profesjonalnym graczem. Drugi to Wilq (komiksotwórca), który stworzył cykl porad dla początkujących rysowników. Perełka z tegoż cyklu pod tym linkiem, zaś reszta tutaj i tu też.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Ecce homo (homini lupus)

Zapewne każdy już słyszał o historii pewnej "kąserwatorki" sztuki, która zabrała się za coś, za co nie powinna. Internety nie przepuszczają takiej okazji do szydery, a poniżej przedstawiam kilka ciekawych przeróbek wygrzebanych z Sieci:


Ostatnia wieczerza
Jezus na witrażu
Jezus z krzyżem
Chrystus Odkupiciel
Mona Lisa
Krzyk
Madonna z dzieciątkiem
Jezus z barankiem

A teraz mniej klasyczne ekstrasy:

Objawienie na toście
Animal friendly
Nikt nie spodziewa się...
Na lewacko

piątek, 17 sierpnia 2012

O okolicznych Górkach

sam bym ładniej nie napisał niż tu i tu też.

A pomysłowi pani Godlewskiej się niezmiernie dziwię, bo miałem okazję ją (dosyć powierzchownie, ale zawsze) poznać i robiła wrażenie kobiety rozsądnej.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

IO 2012

Nasz dorobek z Londynu


Znając życie nie będę pierwszym, który wstawi powyższy obrazkowy komentarz. Wszak ludzie w swej naturze są marudni i złośliwi. A nie, to ja. Chociaż to nie wyklucza, że inni nie mogą cechować się podobnymi przymiotami.

niedziela, 5 sierpnia 2012

Jak się robi rewolucje?

Fakt #1: lubię się dzielić z ludźmi ciekawymi treściami

Fakt #2: czasem zdarzy mi się znaleźć coś ciekawego

Zatem połączmy powyższe! Poniżej część pierwsza ciekawego francuskiego filmu dokumentalnego dotyczącego "pokojowych rewolucji", które wymusiły zmianę władzy w ciągu ostatniej nieco ponad dekady. Przykłady: Serbia, Ukraina, Gruzja, Azerbejdżan.



A oto część druga, trzecia i czwarta.

To jak, zaczynamy obalanie PZPO i wynoszenie Korwina do władzy? ;)

poniedziałek, 30 lipca 2012

Słuchowisko demosEUROPA

Dzisiaj trzy linki, tym razem do odsłuchania.

Po pierwsze, coś z "mojego podwórka" - Turcja, chociaż tematem początkowo była Syria (27.06).

Po drugie, ale Meksyk! (trzeba kliknąć na przycisk 'słuchaj na żywo' nieopodal tytułu, 20.07).

Po trzecie, obalenie prezydenta-księdza (trochę jak Tiso) [19.07]. A do tego obrazek, za Rainerem Hachfeldem:


wtorek, 24 lipca 2012

Prymitywne środki wywiadowcze

Ten tekst powstał w celach dydaktycznych i ku przestrodze. Ujawnione w nim informacje nie pozwalają na bliższą identyfikację osób, o których piszę (a ja sam też ich dokładnej tożsamości nie znam).

Ludzie zostawiają w Internetach mnóstwo informacji o sobie samych. Część robi to dobrowolnie (facebooki, blogi, komcie na onecie), część natomiast - unwillingly. Nad tą pierwszą grupą Internauci mają z reguły pełną kontrolę i świadomośc umieszczania treści w Sieci. Ta druga kategoria to szerokie spektrum technicznie różnorodnych faktów, od footprintów zostawianych przy nawiązywaniu kontaktu ze stroną, ciasteczka, aż po rzeczy, których laikiem będąc nawet sobie nie uświadamiam. Dzisiaj przybliżę Wam, jak tanim kosztem poinwigilować znajomych.

Potrzebujemy: 1) znajomych [najlepiej grupy], 2) założenia wspólnej skrzynki mailowej np. na usłudze mojego gospodarza [przetestowane tylko tam ze względu na kompleksowość usług], 3) sprawić żeby ludzie często tam zaglądali, a najchętniej byli zalogowani przez możliwie długi czas. Tyle teoria, a praktyka?

Gdy zaczynałem studia ktoś z kierunku wpadł na pomysł stworzenia grupowej skrzynki mailowej jako niewątpliwe ułatwienie komunikacji z wykładowcami oraz między studentami. System ten sprawdzał się. Stosunkowo niedawno (patę rygodni temu) odkryłem, że konto "G" ma własny system rejestrowania historii odwiedzeń stron [sięgający zapewne stycznia 2011], w tym zapytań w wyszukiwarkach ect. Wiedząc kto ma dostęp do danego konta (i znając je nieźle) można dopasować poszczególne pozycje z historii do osób. Ja tak dobrze nie znam ludzi z roku, ale wiem że:

- ktoś wyszukiwał informacji o tanich liniach lotniczych i Hamburgu (plany na wakacje?)

- ktoś interesował się kalendarzem dni płodnych

- ktoś szukał informacji i raku skóry i jelita grubego

- ktoś szukał sukni ślubnych

- ktoś dociekał 'jak obejrzeć mecz przez internet' i szukał najlepszych burgerów na ulicy Puławskiej

- ktoś szukał informacji o 'trygonometrii sferycznej', czymkolwiek ona jest (nie, nie chcę nawet wiedzieć!)

- ktoś pytał 'czy prezydent nalezy do rzadu?' (facepalm)

- ktoś przejrzał kilka stron dotyczących maseczki ogórkowej

- ktoś się uczył z Wikipedią do egzaminu

- kogoś kręcą zapytania 'free porno films old man', 'staruch liże cipkę' i tym podobne

- ktoś zwalczał grzybicę paznokci

I tak dalej, i tak dalej, a to jedynie ostatnie dwa miesiące. Jakbym był profesjonalnym wywiadem, miał listę osób (wraz z ich rysem psychologicznym, krótkimi biogramami ect.) oraz lepiej je poznał - mógłbym z tego zrobić całkiem niezły użytek. Przywołując powyższe wpisy [a wybrałem możliwie ciekawe], można postawić tezę, że to raczej płeć piękna poświęca się "siedzeniu na koncie" i niewylogowywaniu się po sprawdzeniu poczty. Co prawda wszyscy lubimy takie czy inne pornuszki, ale facet raczej nie będzie kupował sukni ślubnej albo szukał danych na temat skuteczności maseczek z ogórków. Tak przynajmniej sądzę.

Potraktujcie zatem ten wpis jako swojego rodzaju przestrogę na przyszłość, co do świadomego kroczenia po Internetach. Bo jeśli w tak prosty sposób, bez użycia żadnych hakerskich programów/specjalistycznej wiedzy można "inwigilować" ludzi, może to spotkać każdego nieostrożenego będącego w podobnej sytuacji. A pod tym względem będzie już tylko gorzej.

niedziela, 22 lipca 2012

Z obiektywizmem

mediów i jego śmiercią w Syrii to trochę jak z tą Polonią dwie notki temu - jak mógł umrzeć, skoro już jakiś czas nie żył. I nie mówię tu o patetycznym "nigdy nie było obiektywizmu", ale o zwyczajnie zakłamanej w zachodnich mediach wojnie w Libii. Dlatego warto czasem posłuchać czegoś niezachodniocentrycznego, np. RT. Tak dla przykładu, klik1, klik2 czy klik3. Słyszeliście o którymś z tych wydarzeń w naszych mediach? Albo czytaliście?

Oczywiście, że z czytania/oglądania TVN, BBC i RT nie utworzy się obiektywny obraz, ale warto czasem zwrócić uwagę, kto o czym i jak mówi. A najlepiej sprawdzić, kto o czym milczy.

czwartek, 19 lipca 2012

To jak to było

z tą bronią masowego rażenia w 2003 roku? Pętla powoli zaciska się na szyjach Ahmadineżada, Chameneiego a może nawet samego Nasrallaha! Bo teraz już można.

wtorek, 17 lipca 2012

Dyskobolia RIP

W mediach lamentują, że Polonia umarła, a przecież ona de facto nieżywa już od 2008 r. Teraz umarł twór PolonioGroclinowy istniejący tylko i wyłącznie dzięki łasce akcjonariuszy. Smutne to, ale tak się teraz robi biznesy.

czwartek, 12 lipca 2012

Przeciwlotnia

Człowiek uczy się całe życie. Na ten przykład - po co nam te rotacyjne Patrioty, kiedy wystarczy: 1) wyciągnąć stary pocisk artyleryjski z magazynu, 2) położyć go na jakimś wzniesieniu niedaleko Wrogiej Granicy, 3) przyłączyć detonator [typ dowolny] 4) czekać, aż coś będzie leciało dostatecznie nisko.

Że hę? Że to. Na samoloty może to nie zadziałać, ale na śmigłowce - czemu nie! Na pewno tańsze, a my lubimy taniochę. Dzięki temu będziemy mogli błyskawicznie załatwić sprawę inwestycji w broń przeciwlotniczą. Rostowski syty i wojsko całe.

niedziela, 1 lipca 2012

D&D funfact #1

W D&D 3.x technicznie i zgodnie z zasadami nie jesteś w stanie zobaczyć Słońca. Proof?

Jeśli zakładamy podobną kosmologię do Ziemskiej (dzień ma 24h, zupełnie jak u nas), to Słońce znajduje się w odległości ok. 491 miliardów stóp, co przekłada się na karę -49 miliardów (czyli -49 104 000 000) do rzutu na zauważanie. Nawet zakładając, że Słońce stara się przed nami nieudolnie ukryć (by uzyskać największą karę -16 za maksymalny rozmiar kolosalny [a to i tak przy założeniu, że Słońce jest istotą, a nie lokacją]), to i tak kara liczona w miliardach nie jest w stanie być zredukowana niczym mechanicznym. Zatem, nieepiku, nigdy nie zobaczysz Słońca!

sobota, 23 czerwca 2012

W Internecie

jest tak dużo różnych dziwnych rzeczy, że aż trudno się nimi nie dzielić. Ale to i tak małe piwo w stosunku do rzeczy znalezionych przeze mnie na chomiku.

środa, 20 czerwca 2012

WIFil, aktualizacja 2012.06.20

Muzyczny Mittwoch zostaje zawieszony, gdyż w obecnej mojej formie determinacji utrzymywanie fikcji antydatowania zabija sens MuzMita. Zamiast tego zarzucę Wam nie tyle periodycznym cyklem, a stworzonym przeze mnie Wielkim Indeksem Filmowym (w skrócie WIFil). Składać się nań będą filmy w moim posiadaniu, a jakichś fatalnych filmów to ja nie posiadam. I chociaż nie posiadam licencji do komercyjnego udostępniania tychże kopii audiencji, to jednak prawo własności umożliwia mi dowolne niekomercyjne dysponowanie nimi. Zatem, jeśli chciałbyś/ałabyś pożyczyć któryś z filmów umieszczonych na liście - pisz. Większość z nich widziałem, choć nie wszystkie, więc również jestem otwarty na pytania.

Poza filmami mam też kilka seriali i anime, choć jest to wciąż ledwie zalążek kolekcji. Jak coś mi będzie dochodziło, postaram się niezwłocznie dodawać info.



Nieskromnie uważam, że są osoby, które mogłyby pójść w moje ślady z utworzeniem listy posiadanych filmów ;)

niedziela, 17 czerwca 2012

Nad Polską Czerwony SztandAAR vol 3

Nad Polską Czerwony SztandAAR

czyli o proletariackim śnie

odc. 3 - jesienna burza


Położenie państwa polskiego w lecie 1939 r. było gorzej niż złe - było krytyczne. Przewaga Wehrmachtu nad Wojskiem Polskim była przytłaczająca. W wyniku problematycznej polityki prowadzonej przez ministra Becka Rzeczcpospolita nie potrafiła wybrnąć z pata międzynarodowego, kiedy to III Rzesza i Związek Sowiecki nie byli nastawieni do niej przychylnie, Austro-Węgry skłaniały się ku przychylnej neutralności, Litwa była otwarcie wroga, a Rumunia - obojętna. Ponadto, Anglia i Francja, zgodnie z imperialistyczną polityką, dyplomatycznie wyrażali wsparcie dla Warszawy. Gorzej jeśli chodziło o podpisanie konkretnego porozumienia sojuszniczego. Polska znalazła się zatem w głębokiej izolacji.

Najbardziej zdawali sobie sprawę z tego ludzie ze służb specjalnych. Problemem był ich głęboki podział. I o ile "Dwójka" (mając znacznie lepszy wgląd w Niemcy dzięki Samodzielnemu Referatowi Sytuacyjnemu "N") uważała, że należy związać się z III Rzeszą przeciwko bolszewikom, to służby cywilne widziały w nazistach główne zagrożenie dla ojczyzny. Co prawda Służba Śledcza (wywodząca się z utworzonej w 1924 r. Policji Politycznej) była otwarcie antykomunistyczna, jednakże w wielu jednostkach podległych MSW znaleźć można było światłych ludzi zdająych sobie sprawę z konieczności współpracy z sowietami. Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie czy o tych rozbieżnościach wiedziała postsanacyjna klika decyzyjna z marszałkiem Śmigłym-Rydzem na czele. Wydaje się, że nie, o czym świadczą wydarzenia z sierpnia 1939 r.

Na codziennych naradach u GISZa skład osobowy był następujący: marszałek Śmigły-Rydz, generał Tadeusz Kasprzycki (szef MSWoj), podpułkownik Franciszek Dobrowolski (szef Samodzielnego Referatu "N") oraz pułkownik Józef Beck. Zwyczajowo ppłk Dobrowolski referował raporty i przedstawiał swoje sugestie dotyczące kolejnych posunięć rządzących. To właśnie wtedy, między 9:00 a 9:45 podejmowano decyzje dotyczące polityki zagranicznej i wewnętrznej. Nie można mieć pewności, czy już wtedy ppłk Dobrowolski był agentem Abwehry, jednakże wiele wydaje się na to wskazywać. Na przykład 3 sierpnia na spotkaniu u GISZa przedstawił raport, który był niezwykle brzemienny w skutki. Głosił w nim, iż Niemcy wcale nie dążą do wojny, a jedynie do zastraszenia Polski w obliczu pewnych gwarancji francusko-brytyjskich (sic!). Jednakże jeśli Niemcy poczują się zagrożeni i będą mieli kilka dni na działanie - dokonają mobilzacji, co przypieczętuje los Polski. Przez to wnioskował, aby jedynie uzupełnić stany w jednostkach już będących w stanie operacyjnym. Dzięki temu (oraz w pełni skadrowanym jednostkom pancernym) możliwe byłoby wdrożenie w życie planu Cyprian w chwili, gdy wojna wisiałaby na włosku. Znad granicy pod Berlin wystarczyło pokonać niespełna 200 km, przez co potężna ofensywa pancerno-kawaleryjska mogła dokonać przełamania frontu i poważnie zagrozić stolicy III Rzeszy. Wedle raportu Dobrowolskiego miało to zmusić Hitlera do ustąpienia i w sprawie roszczeń lub przynajmniej podburzy stronnictwa wewnątrz Wehrmachtu przeciwko wodzowi. Niestety, zebrani na naradzie uznali ten "raport" za dobry omen.

Wtedy też gen. Kasprzycki rozpoczął wdrażanie procedury uzupełniania stanu jednostek, zaś GISZ odrzucił plany mobilizacji 15 DPiech, 18 BKOP i 10 BKaw. Przystąpiono również do poszukiwania odpowiedniego dowódcy mogącego poprowadzić atak 6 jednobrygadowych Korpusów Pancernych na Berlin. Rozpoczęto wstępne konsultacje z kilkoma generałami (m. in. Władysławem Bortnowskim, Antonim Szylingiem i Tadeuszem Kutrzebą), które zostały zwieńczone manewrami poligonowymi 16 sierpnia. Najwyższą stabową ocenę otrzymał gen. Kutrzeba i to jego wprowadzono w tajniki planu. Sam generał ideą uderzenia na Berlin zachwycony nie był, lecz co wojskowy mógł zrobić w obliczu jasnej decyzji politycznej?

Gdy 20 sierpnia Francja i Anglia starały się wymóc na Związku Sowieckim walkę w obronie imperialistycznej Polski, władzom w Warszawie powinna zapalić się w głowach czerwona lampka. Był to ostatni moment na zażądanie od władz państw zachodnich jasnych gwarancji. Jednakże w wyniku raportów Dobrowolskiego Śmigły-Rydz był przekonany o sile pozycji swego reżimu. W odróżnieniu od niego towarzysz Stalin znacznie lepiej zdawał sobie sprawę z rzeczywistej sytuacji. Dlatego też 23 sierpnia ministrowie spraw zagranicznych Niemiec i Związku Sowieckiego podpisali w Moskwie pakt o nieagresji. W wyniku wspólnych interesów zdecydowano się również na podział Polski i regionu. Dzięki temu Hitler miał wolne ręce w wystosowaniu ultimatum 30 sierpnia. GISZ oczywiście odwmówił i rozkazał gen. Kutrzebie uderzenie wzdłóż Warty w kierunku Odry i Berlina.

Niestety, dla imperialistycznej kliki postsanacyjnej, sytuacja na froncie wyglądała zdecydowanie gorzej niż świadczyć by o tym mogły raporty Dobrowolskiego. Na długości całego fontu (pomijając próbę przełamania dokonywaną przez 6 wzmocnionych brygad pancernych i kawalerysją rezerwę pod gen. Rómmlem) Wojsko Polskie ustępowało pod liczebną i jakościową przewagą Wehrmachtu. Polskie ośrodki obrony pękały jak bańki mydlane przebijane szpikulcem do lodu. W sztabie Naczelnego Wodza zapanował trudny do opisania chaos, a sam Śmigły-Rydz, gdy zrozumiał krytyczność sytuacji, w której znalazła się prowadzona przez niego ojczyzna, podjął nieudaną próbę samobójczą. Całość sabotowana była przez agentów Abwehry ulokowanych w różnych miejscach struktur łączności i decyzyjnych Sztabu Generalnego. Doprowadziło to do sytuacji, w której w nocy z 1 na 2 września, w obliczu braku powodzenia ofensywy, gen. Kutrzeba podjął decyzję o wycofaniu na wschód w celu osłony dywizji wycofujących się z "korytarza". Gdańsk został odcięty od reszty kraju, a armia w Małopolsce rozbita. Kilka tysięcy żołnierzy pod generałem Stefanem Dembińskim uciekło przez granicę z Austro-Węgrami, zaś ich śladem ruszyło również wielu innych wojskowych skonfliktowanych z postsanacyjnym reżimem oraz fale uchodźców.

Wracając na północ, relatywnie jeszcze niewyszczerbione brygady pancerno-motorowe dotarły w okolice Łodzi wieczorem 2 września, gdzie spotkały się z silnym naporem pancernym generała von Mansteina.Jednakże nawet wielkie poświęcenie w organizowaniu akcji opóźniających i kontrataków nie było w stanie uratować wszystkich. Już 5 września opór uległ załamaniu i jedyną zdolną do prowadzenia zroganizowanego, skutecznego opeou jednostką była 10. Pancerno-Motorowa Brygad aKawalerii pod pułkownikeim Maczkiem. Podjęto zatem decyzję o wycofaniu się na Radom i Warszawę. Był to też dzień upadku Westerplatte i udanej próby nawiązania kontaktu ze Sztabem Generalnym. Niewiele to jednak zmieniało w krytycznej sytuacji całego wojska. Śmigły-Rydz wydał rozkaz utrzymania przyczółka radomskiego i wykonania kontrataku na Żyrardów i Pabianice, w kierunku których zmierzała trzydywizyjna Armia Łódź generała Kazimierza Sosnkowskiego. Był to ostatni relatywnie dobrze zorganizowany związek taktyczny, na utratę którego nie można było sobie pozwolić. Jednakże największą ku temu przeszkodą był Wehrmacht. I kiedy Sosnkowski wkraczał do Łodzi, Kutrzeba zmuszony został do wycofania się na Warszawę. 10 września obrona stolicy składała się jedynie z dwóch dywizji piechoty (w tym 1. DPiech im. Józefa Piłsudskiego pod generałem Podhorskim) i sił pancernych, które to musiały się mierzyć z ofensywą niemiecką. Następnego dnia skapitulowała osamotniona Armia Łódź.

W obliczu totalnej klęski na froncie, uciskane przez postsanacyjny reżim mniejszości białoruska i ukraińska zaczęły podnosić głowy. Na zachodniej Białorusi i Ukrainie ludność entuzjastycznie witała koncentrujące się nad granicą wojska sowieckie. Do akcji wkroczyło GRU dostarczając broń i pomagając ludowi się zorganizować. Efektem tego było powstanie Zachodnioruskiej Republiki ze stolicą w Pińsku. Natychmiastowo do akcji pacyfikacyjnej przystąpili niezmobilizowani funkcjonariusze Korpusu Ochrony Pogranicza. Po rewolucyjnym szoku oddziały te zdołały pobić bojowników o wolność w serii starć pod Drohiczynem, Lubieszowem i Łuckiem. 21 września siły rewolucjonistów zepchnięte zostały w poleskie bagna, zaś komitet rewolucyjny przeniósł swoją siedzibę do Równego. Tamże podpisany został akt przyłączenia do Związku Sowieckiego, przez co Armia Czerwona miała pretekst by wkroczyć.

Od 13 września, kiedy Warszawa znalazła się w okrążeniu, stalowy uścisk zaczął się bezlitośnie zacieśniać na szyi resztek sił polskich. Wehrmacht atakował z północy i południa wzdłuż obu brzegów Wisły, uderzali przez Wolę, Pragę i Rembertów. Walki były krwawe i obie strony okupiły daniną niewinnej krwi. Każda ulica, każde skrzyżowanie i każdy plac wypełnione były warkotem silników i odgłosami strzałów. Niestety, niemiecka broń przeciwpancerna zdawała egzamin lepiej niż polska. Gehenna trwała do 8:00 25 września, kiedy to ostatnie oddziały broniące Belwederu skapitulowały. Szefostwo wojskowe państwa zostało wzięte do niewoli, zaś prezydent Mościcki wysłany został do Bydgoszczy, gdzie wraz z Adolfem Hitlerem podpisali wymuszony przez angielskiego premiera Traktat Bromberski. Sankcjonował on cesje terytorialne na rzecz Niemiec i Związku Sowieckiego. Ponadto, regulował podporządkowanie polityki zagranicznej Rzeczypospolitej III Rzeszy, podobnie jak przemysł zbrojeniowy, maszynowy, chemiczny i wydobywczy. Wojsko Polskie traciło niezależność decyzyjną, a Wehrmacht mógł stacjonować na polskiej ziemi.

Międzynarodowo zaś, najważniejszym faktem było dyplomatyczne starcie się dwóch ciał imperialnych - Niemiec i Austro-Węgier. Hitler, uznając że polscy żołnierze po przekroczeniu granicy w Karpatach mogą prowadzić stamtąd akcje partyzanckie, zażądał od cesarza Ottona zezwolenia na wojskową inspekcję tych terenów. Przez pięć dni cesarz ignorował noty tłumacząc się rekreacyjnym pobytem w Bad Kleinkirchheim, lecz kiedy ambasador Franz von Papen zagroził swoim powrotem do Niemiec - Otto ustąpił. 21 września Wehrmacht Wkroczył na Słowację, jednakże Polacy byli już w drodze do Rumunii.

I tak oto mikroimperium znalazło się pod jeszcze bardziej faszystowskim butem.

Pierwszy GROMowładny

Gorąco polecam obserwować ten temat. Nie chciałbym, by moje słowa sprzed prawie dwóch tygodni o patologiach miały cokolwiek do czynienia ze śmiercią generała Petelickiego, ale jako człowiekowi podejrzliwemu trudno mi ich ze sobą nie łączyć. Mam tylko nadzieję, że sprawa zostanie dokładnie wyjaśniona i nie będzie taką farsą, choć z pewnością wygeneruje liczne teorie spiskowe. Wszystkim polecam do przeczytania tę książkę. Jest tam nieco o sztukach dezinformacji. Choć szczerze mówiąc, mam nadzieję, że to tylko samobójstwo.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Nadzieja umiera ostatnia

Co prawda zawaliłem dzisiejszy termin dostarczenia pracy licencjackiej, ale ostateczny deadline przedwrześniowy (jak się okazuje) wyznaczony jest na czwartek. A zatem plan pracy -> środa wieczór praca gotowa. Póki co mam solidny wstęp na jedną stronę, tabelkę (tabelki rulez!) i pomysł na zapełnienie stron kolejnych. Dzisiejszą dobę powinienem więc zakończyć z jakimiś 3-4 stronami, co będzie dobrym wyjściem do jutrzejszego i pojutrzejszego pisania po 4-5 stron na dzień. Jak długo będzie mi wiał wiatr w żagle - tego nie wiem, ale wiem na pewno, że po kryzysie weekendowym jestem pełny energii i wreszcie pracuję na pełnych obrotach. Obym nie musiał tracić zbyt wiele czasu na pierdoły!

PS: mecz Polska-Rosja to nie pierdoła, na potrzeby powyższej definicji.

środa, 6 czerwca 2012

Muzyczny Mittwoch vol 13

Z nieukrywanym ubolewaniem stwierdzam, że obecna polska muzyka dostępna czy to w radiu, czy za pośrednictwem mniej lub bardziej muzycznych stacji telewizyjnych to crap, żeby nie ująć tego dosadniej. Dzięki promocji mierności i kiczu niemal na każdym kroku mamy do czynienia albo z miałkimi i zwyczajnie nudnymi tworami a la Doda lub jej rozmaite klony, albo z jednosezonowymi gwiazdkami, po których nie zostaje nawet jedna piosenka wpadająca w ucho i nie wypadająca po chwili drugim. Trudno mi wymienić jakieś muzyczne odkrycie ostatnich dwóch lat, trzech czy czterech, które mogłoby rzeczywiście stać się kultowym (choćby już w i tak zdewaluowanym znaczeniu tego słowa), ponadczasowym zjawiskiem. Większość niesi-ejdż-ju-dżinowskiej muzyki dostępnej dzisiaj tworzą zespoły powstałe w latach '90 albo jeszcze za komuny. I w nastałym niedawno czerwcu pragnę podzielić się z Wami moimi subiektywnymi wspomnieniami lat '90 w muzyce. W sumie nieczęsto do nich wracam, mimo spokojnych lat szczenięcych. Był to okres, gdzie mój gust muzyczny kształtowany był przez rodziców (pierwsze kontakty z m. in. Metallicą, Black Sabbath, The Beatles czy Led Zeppelin (by wymienić jedynie te zagramaniczne!), jak i przez Radio Kolor. No i telewizyjną listę przebojów. Do dziś mam pierwszą kasetę kupioną przeze mnie w pełni świadomie! Ale dzisiaj nie o tym. Skupmy się na polskim popie lat '90.

Kiedy mowa o popie tegoż okresu szczerze mówiąc pierwszym i długo jedynym skojarzeniem rzeczywiście chronologicznie koherentnym jest zespół Varius Manx, który co prawda nie charakteryzował się aż takim generowaniem gwiazd i utalentowanych solistów jak Perfect, Budka Suflera czy Lombard, ale z pod skrzydeł zespołu wyszły Anita Lipnicka (która porzuciła zespół dla solowej kariery, dryfując z biegiem czasu od popu) i Kasia Stankiewicz ("dziecko" "Szansy na sukces", również krótko w zespole - brak większych sukcesów w pojedynkę). Był to jednak zespół zdolny do wyrycia mi w pamięci kilku piosenek, jakbyśmy to dziś określili - hitów. Naliczyłem ich aż 5, choć pop był zawsze raczej dodatkiem do tego co słuchałem. Żyją one jednak w mojej pamięci i mają się całkiem nieźle (zwłaszcza po odkurzeniu na drodze małego riserczu), a mowa o: "Zanim zrozumiesz", "Piosenka księżycowa", "Zamigotał świat", "Orła cień" i "Maj". Będąc w tym momencie musiałem nieco bardziej wysilić swoje szare komórki by pomogły mi w rewitalizacji moich audiowspomnień. Metodą prób i błędów doszedłem do (jak czas pokazał) gwiazdek jednego sezonu, którymi były zespoły De Su z piosenką "Życie cudem jest", Sixteen i "Obudź we mnie swoją Wenus" i Gabriel Fleszar z utworem "Kroplą deszczu" (choć on ma na swoim koncie również "Kto panem, kto sługą", zatem można go uznać za gwiazdkę dwóch sezonów ;) ).

A zatem jak widać wiele mi z popu nie zostało w głowie z tych lat. Więcej niewątpliwie by się tego uzbierało w dziedzinie rocka, ale o tym za tydzień.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Potrójna rocznica

Dzisiaj jest specjalny dzień. W Polsce obchodzi się zasadniczo rocznicę wyborów parlamentarnych z 1989 roku, choć co po niektórzy świętują (a raczej upamiętniają) upadek rządu Jana Olszewskiego w wyniku lustracyjnej histerii, ale nie tylko. Polecam obejrzeć (chwyciwszy odpowiedni dystans) film Jacka Kurskiego "Nocna Zmiana". To historia rodzenia się obecnej przestrzeni politycznej, łącznie z "wojną na górze", mitem zdrady i wszechwładnych wszechobecnych teczek.

Proponuję Wam również spojrzeć na sprawę ostatnich dwudziestu lat z perspektywy wojska, a konkretnie emerytowanego specjalsa, byłego szefa GROMu - pułkownika Dariusza Zawadki (przez pierwsze 30 min. monolog, potem dyskusja; sporo o wojsku, nieco o biurokracji, nieco o niczym). Żeby jednak nie było tak jednostronnie, polecam również spojrzeć na postać Dariusza Zawadki z odpowiedniej perspektywy, jako efekt pewnych patologii. Tylko czy/na ile odbiera mu to prawo do wyrażania określonych sądów?

No i jeszcze jedna rocznica z historii najnowszej. połączenie demokracji i wojska, czyli obu powyższych tematów. Patrzcie Państwo, jakie to życie potrafi być przewrotne...

sobota, 2 czerwca 2012

Filmopolecanki vol 1

Z Turcją u mnie całkiem nieźle. Licencjat co prawda dopiero w połowie, ale za to kino tureckie przeżywa swojego rodzaju renesans. Największe obcowanie z nim zaliczyłem na ostatniej Erze na jakiej byłem dwa lata temu (i niestety niewiele pamiętam, bo nie robiłem notatek), ale pierwszym kontaktem był film Fatiha Akina "Głową w mur". Obecnie mam (przez swojego rodzaju przypadek) okazję oglądać jego późniejszy film. Jestem nieco za połową, ale i tak jest to film nieco podobny, bo z gatunku przeplatające się wątki, a każdy (melo)dramatyczniejszy od wcześniejszego. Sporo twistów fabularnych. Ogólnie rzecz biorąc, gorąco polecam.


Edycja 2:40: film zakręcony jak ruski termos, a ważną Niemkę gra Polka (sic!). Jeśli/kiedy wrócę do mistrzowania w erpegi to taki poziom komplikacji moi gracze spotkają w questach ;)

czwartek, 17 maja 2012

Mała przerwa

Wybaczcie, że ostatnio opuściłem się w blogowaniu. By Wam to zrekompensować zarzucam video z obecnym premierem FR z czasów sprzed kariery politycznej na wielkich salonach oraz z rozkminą biologiczną. Postaram się w przyszłym tygodniu wrzucić jakiś merytoryczny tekst, bo jedyne co mi przychodzi obecnie do głowy to:

lol

lol^2, czyli mają rozmach, sonofabitche

niedziela, 6 maja 2012

Nad Polską Czerwony SztandAAR vol 2

Nad Polską Czerwony SztandAAR

czyli o proletariackim śnie

odc. 2 - pochmurne popołudnie


Początek 1939 r. w sposób jawny pokazał, że szacunki polityczne reżimu sanacyjnego sypią się jak domek z kart. Odrodzona monarchia Austro-Węgier dostrzegała znacznie większe zagrożenie w uśpionym i wycofanym z życia politycznego Europy Związku Sowieckim, nie zaś w niemieckim imperializmie. Wyrazem tego było podpisanie przez habsburskiego kanclerza Otto Löwenfels-Aarengaua w Berlinie paktu antykominternowskiego z końcem stycznia. Co prawda nie było to jednoznaczne z nastawieniem ostrza austriackiego przeciwko Polsce, jednakże opcja "z Habsburgami na Hitlera" upadła ostatecznie. Od tego też czasu minister Beck postanowił wraz z prezydentem Mościckim szukać zacieśnienia stosunków z Francją i Wielką Brytanią. I tak Beck poleciał do Londynu, zaś GISZ - do Paryża. Po kilkutygodniowych negocjacjach oba mocarstwa zgodziły się uruchomić wspólną linię kredytową dla Polski nastawioną na modernizację wojskową. Było to jednakże zdecydowanie za mało by wyrównać przepaść między Wojskiem Polskim a Wehrmachtem. A ta powiększała się niemal z dnia na dzień.

W Rzeczypospolitej zaś rosło społeczne oburzenie. Dla części kręgów sanacyjnych niedopuszczalne było wzięcie udziału w rozbiorze Czechosłowacji. Imperialna polityka rządzącej kliki nie budziły również podziwu szerokich mas nie tylko robotniczych, ale i chłopskich. Liczne wystąpienia i demonstracje władza rozpędzała przy użyciu wojska, traktując głos ludu jako niemiecką bądź sowiecką działalność wywrotową. Zapełniał się "obóz odosobnienia" w Berezie Kartuskiej. Sam Alojzy Stolzberg odsiadywał wyrok pięciu lat pozbawienia wolności, który zapadł na wiosnę 1936r. w związku z komunistyczną i antyrządową agitacją. A ludzi takich jak on było kilka setek. Pod ogniem represji nawiązywali oni między sobą kontakty, które pozwalały przetrwać w trudnych okolicznościach codziennej wegetacji. Niemalże na drugim biegunie jawiło się życie Brunona Stolzberga, który osobiście był zrozpaczony kierunkiem, w którym zmierzała Polska pod rządami postpiłsudczykowskiej sanacji. Był też jednym z głównych orędowników lokalnych porozumień PPS-KPP przeciwko bojówkom nacjonalistycznym. Początkowo głównym wrogiem była głównie endecja, później zaś również OZN, który w dużej mierze zajął jej miejsce. Dzięki temu Brunon dołączył do brata w Berezie Kartuskiej w lutym 1939 roku. Sanacja zaczęła zjadać swoją PPSowską "macochę".

Zaś wierchuszka wraz z upływem czasu miała coraz więcej problemów. Co prawda Wielka Brytania i Francja obiecały pieniądze, ale były one przeznaczone głównie na zakup uzbrojenia w tychże krajach. Lotnictwo gwałtownie rozrosło się do 40 eskadr myśliwskich PZL P.24 zorganizowanych w 20 dywizjonach w 5 Armiach Lotniczych i dwóch dywizjonach bombowych. Tak drastyczny przyrost spowodował konieczność rozbudowy lotnisk ad hoc, zakończony w sierpniu. W międzyczasie Sztab Generalny opracował trzy plany ustawienia wojsk i pierwszych manewrów, zanim uda się ukończyć mobilizację pierwszego rzutu wojska i Korpusu Ochrony Pogranicza. Pierwszym z nich był plan o kryptonimie Adam, który zakładał przesunięcie sześciu rozwiniętych brygad pancerno-motorowych do trójkąta Wieluń-Częstochowa-Radomsko i uderzenie wyprzedzające na równiny Górnego Śląska. Odwód Kawaleryjski (10 brygad z pułkami przeciwpancernymi) spod Łodzi miał być wysłany do obrony "korytarza". Reszta frontu starałaby się utrzymać granicę i w zależności od powodzenia ofensywy pancerno-motorowej przechodzić do ataku lub okopać się. Słabym punktem tej koncepcji było możliwie niedostateczne zabezpieczenie owego "korytarza" przed atakiem niemieckim oraz brak jasnych wiadomości co do przeciwpancernego przygotowania Opolszczyzny. Drugi plan, Bolesław, zakładał drastyczne przesunięcie frontu od granicy z Wielkopolski aż po Karpaty wgłąb kraju. Skoncentrowane wojska z poznańskiego i łódzkiego miały zasilić obronę "korytarza", zaś z katowickiego i krakowskiego miały wycofać się w dół Wisły. Celem takiego ułożenia wojsk miałoby być niedopuszczenie do przełamania "korytarza" i łatwiejsze oparcie obrony na wielkich rzekach (przy zwiększeniu potencjału skoncentrowania sił w późniejszych zwrotach zaczepnych), choć w efekcie oddawano większość ekonomicznie wartościowych ziem praktycznie bez walki. I wreszcie plan Cyprian, który zakładał zebranie wszystkich wojsk szybkich i skoncentrowane uderzenie w kierunku na Berlin, przez Kostrzyn i Odrę. Sam Berlin oczywiście nie miał być osiągnięty, lecz silna w założeniu projekcja sił i przełamanie wojsk niemieckich w środku frontu miało za zadanie wzbudzenie zamieszania i konieczność zastopowania ofensywy na południu w celu zebrania oddziałów do łatania frontu. Największym minusem tego planu było oczywiście zostawienie wielkiej wyrwy sięgającej niemal od Leszna i Rawicza po Katowice. Zaś wspólnym problemem wszystkich powyższych planów był brak wojsk na wzmocnienie Gdańska i fakt, że w pierwszych godzinach wojny całe terytorium od Grudziądza po Suwałki miało być zabezpieczane przez zaledwie 3 dywizje piechoty. W ogóle Prusy Wschodnie były problemem, z którym władze polskie nie bardzo wiedziały co zrobić. Wedle doniesień "Dwójki" Niemcy posiadali tam 18 w różnym stopniu zmotoryzowanych i nasyconych elementem pancernym dywizji. A było to jeszcze przed mobilizacją... Czy zatem powstanie jeszcze czwarty plan, Daniel, który skieruje wojska na kierunek Prus Wschodnich widząc w nich główne zagrożenie?

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt międzynarodowy, który zaistniał w 1939 roku. Otóż w wojnie domowej w Hiszpanii doszło do zasadniczego zwrotu akcji. Republikanie, wspierani przez Związek Sowiecki tak materiałowo jak i w ochotnikach, postanowili zerwać z ideą połączonego Frontu przeciwko faszystom. Rząd w Madrycie rozpoczął przeprowadzanie akcji aresztowań działaczy komunistycznych i anarchistycznych, którzy do tej pory współtworzyli rządy na szczeblu lokalnym, czy też dowodzili jednostkami wojskowymi. Takie działanie wyraźnie potępił Związek Sowiecki, który zagroził złamaniem współpracy w dziedzinie antyfaszystowskiej współpracy. Jako że republikanie byli w dużej mierze ślepi i głusi na robotniczo-chłopskie apele - Sowieci wstrzymali ruch konwojów z zaopatrzeniem z portów Morza Czarnego. Wszystkie te czynniki doprowadziły do rozkładu terenowej administracji rządowej i upadku morale wielu formacji zbrojnych. Dzięki temu wiosenna kampania generała Franco pozwoliła faszystom zdobyć nie tylko Sigüenzę i Saragossę, ale i Madryt czy Barcelonę. Ostatnim miastem, które ostatecznie poddało się nacjonalistom była na początku lipca 1939 r. Walencja. Jest to powód do niewątpliwego smutku, gdyż coraz mniej demokracji pozostało w Europie.

środa, 2 maja 2012

Muzyczny Mittwoch vol 12

W tym tygodniu sceduję obowiązek subiektywnego doboru muzyki na Demos, który wyraził swoje zdanie w temacie wyboru hiciora na Euro. W swojej konwencji niepokojąco mi to przypomina to, czyli ruski wybór na tegoroczną Eurowizję. Czyżby prawdą było twierdzenie z któregoś z egzemplarzy "NIE" (numeru nie pomnę), że "Polska chciałaby prowadzić taką politykę jak Rosja, tyle że jej nie stać/nie ma środków". Czy zatem jesteśmy w gruncie rzeczy stosunkowo podobnymi narodami, tylko że oni/my mamy pecha?

niedziela, 29 kwietnia 2012

ChRL i USA a reszta świata

Serfując po internetach znalazłem na stronie The Economista ciekawego flasha. Dzięki niemu możemy zobaczyć, jak pod względem różnych czynników wygląda porównanie chińskich prowincji z normalnymi państwami. A jakbyście chcieli coś takiego z USAmi, to zarzucam tym jotpegiem co do PKB i ludności. Z jednej strony Missouri, z drugiej - Kalifornia. Nie jest źle, choć lepiej by było odwrotnie.

sobota, 28 kwietnia 2012

Nad Polską Czerwony SztandAAR vol 1

Nad Polską Czerwony SztandAAR

czyli o proletariackim śnie

odc. 1 - krótkie dwudziestolecie


Wojna polsko-bolszewicka była również wojną o rząd dusz ludzi mieszkających od Śląska i Wielkopolski po Ruś Białą, Ukrainę czy ziemie Bałtów. Na tym polu klęska sowietów nie była już tak jednoznaczna, jak jej militarny aspekt. Mimo przytłaczającej skuteczności działań propagandy kontrrewolucyjnej gorączka nacjonalizmu nie wyeliminowała żywiołu wolnościowego, obalającego arbitralnie kreślone granice. A takie właśnie miały być granice odrodzonej Polski, które wykuwały się zarówno na froncie wojennym jak i dyplomatycznym. Najgorsza jednak była, jak zawsze w polityce - niekonsekwencja. Próbowano bowiem urzeczywistniać dwie sprzeczne wizje państwa, reprezentowane przez zwalczające się od lat stronnictwa polityczne. Pierwszemu przewodził socjalista Józef Piłsudski ze swoją koncepcją państw buforowych między Rzeczpospolitą a sowietami. Z drugiej - Narodowa Demokracja z Romanem Dmowskim, zwolennicy państwa o dziwnych granicach - narodowo kształtowanych na zachodzie i historycznie na wschodzie. Według niej wszelkie mniejszości miały zostać spolonizowane. A nie było ich wcale tak mało. Część z nich, jak choćby Ukraińcy czy Litwini, również chciała się wybić na niepodległość wierząc w narodowe baśnie. I o ile bolszewicka Rosja odmawiała im tego ze względu na ideologiczne negowanie narodowych granic, to Polska stosowała tutaj ciemiężącą politykę imperialistyczną. Była więc okrutnym wynaturzeniem, skazą na mapie Europy, podobnie jak Francja czy Wielka Brytania. Jasnym było, że skazę tę trzeba zlikwidować. Jak do tej pory sowieckie bagnety i Polrewkom nie wystarczyły.

Alojzy Stolzberg już z końcem wojny polsko-bolszewickiej zaangażował się w tworzący się ruch robotniczy alternatywny wobec PPSu. Nie było to zadanie łatwe, gdyż z jednej strony Polska jako kraj rolniczy nie posiadała dostatecznie dobrze rozwiniętego potencjału przemysłowego. Z drugiej zaś - władza traktowała wszelką komunistyczną agitację jako działalność antypaństwową i zwalczała ją z całą stanowczością. Skazywało to Komunistyczną Partię Robotniczą Polski na działalność konspiracyjną. W zdecydowanie lepszej sytuacji był Brunon, zadeklarowany piłsudczyk i członek Polskiej Partii Socjalistycznej. Jego karierze nie przeszkadzało pochodzenie rozumiane jako "mniej polskie", zaś o oddaniu świadczyły ciężka praca i patriotyczna przeszłość. I choć wiele łączyło braci w sferze woli czynienia dobra dla innych, inaczej to dobro rozumieli. Nie da się bowiem pogodzić nacjonalistycznego imperializmu z internacjonalistycznym zewem wolności. Owa wolność w przypadku Alojzego objawiała się za pomocą głównie niskonakładowego pisma "Goniec Fabryczny", kolportowanego na terenie województw Poznańskiego i Łódzkiego, którego był współzałożycielem. Pisał w nim głównie felietony, których ostrze wymierzone było w faszyzującą endecję i szerzony przez nią antysemityzm. Poza tym zajmował się dystrybucją pisma i popularyzowaniem idei komunistycznych wśród robotników. Mimo wielokrotnego aresztowania (i krótkich wyroków więzienia już po zamachu majowym) jego kariera w łódzkich strukturach KPP rozwijała się dynamicznie.

Zaś lata '20 w Polsce upływały pod znakiem tak unifikacji ziem dawnych trzech zaborów jak i faszyzacji kraju po 1926 roku. Wtedy to Józef Piłsudski po krótkiej wojnie domowej przejął władzę i rozpoczął rozprawianie się z opozycją. Był to gwałtowny i zdecydowany krok w kierunku do przekształcenia Rzeczypospolitej w dyktaturę. Świadczyły o tym chociażby fakty zawłaszczania rządowych stanowisk przez wojskowych, czy fałszerstwa wyborcze. A na świecie? Stany Zjednoczone, po stłumieniu komunistycznych wystąpień, wróciły do polityki izolacjonizmu. Wielka Brytania i Francja obciążone długami i koloniami trwały w mniej lub bardziej burzliwej stagnacji. Faszystowskie państwa takie jak Włochy, państwa bałtyckie czy Węgry zajmowały się tępieniem opozycji, zwłaszcza lewicowej. Podobną drogą kroczyła Austria, jak i całe Bałkany. Republika Weimarska, nastała po upadku kaiserowskich Niemiec, zamieniała się z wolna w pole bitwy między zwolennikami freikorpsowej polityki przemocy i bojownikami o internacjonalistyczny ład. Cała ta sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej gdy w 1929 roku świątynia kapitalistów na Wall Street obwieściła, że bożek wolnorynkowców odebrał im swoją łaskę w ramach kary za nadmierną chciwość. Wybuchł kryzys gospodarczy, największy w dotychczasowych dziejach nowoczesnego świata. Z dnia na dzień upadały fabryki i banki, niczym misternie wykonane domki z kart. W dekadę po zakończeniu Wielkiej Wojny Europą znów zaczęły wstrząsać demonstracje i protesty, co stanowiło szansę dla ruchów komunistycznych. Co prawda była ona równa z szansą dla faszystów wszelkiej maści, ale nikt nie mówił, że droga do socjalistycznego raju usłana będzie płatkami róż.

I tak francuska scena polityczna rozchwiała się, a rządy wymieniały się nieraz z tygodnia na tydzień. W Niemczech KPD, mimo dużej siły i poparcia społecznego, została zdelegalizowana a jej członkowie poddani represjom przez nowe, nazistowskie władze. W Austrii zaś zaczęły dochodzić do głosu grupy monarchistyczne widzące w przebywającym na emigracji Ottonie, synu ostatniego cesarza Austro-Węgier Karola, godnego dziedzica tronu tych niespokojnych czasów. W Polsce zaś rządy pułkowników postawiły na konieczność rozwoju bazy industrialnej, jako sposób na walkę ze stale rosnącym bezrobociem. Można było w tym dostrzec z jednej strony inspirację polityką robót publicznych z USA lub Niemiec, zaś z drugiej - sowieckiej industrializacji. Zasadniczym problemem było to, iż w dużej mierze władze polskie nie zamierzały w ten sposób zmniejszyć przepaści między "Polską A" i "B", a rozwijać przemysł wielkomiejski, głównie maszynowy, hutniczy i zbrojeniowy. Polityka zagraniczna II RP ukierunkowana była w zasadzie na bycie marionetką w imperialistycznych rękach Francuzów. Bo to właśnie za obietnicę gigantycznych pieniędzy francuskich (2,6 miliarda franków w złocie) pułkownicy pchnęli Polskę w ręce faszystowskiej koalicji Litwy, Łotwy i Estonii w lutym 1935 r. Przedłużyło to "kordon sanitarny" na granicy ze Związkiem Sowieckim, co po raz kolejny pokazało, że "karły traktatu wersalskiego" mają tylko jeden cel istnienia - zapobieżenie eksportu rewolucji do krajów Europy. Zaś o tym, jak nierównoprawnie Francja traktowała mocarstewko znad Wisły świadczy wypłacanie pieniędzy z wyżej wspomnianej pożyczki - wypłacono Polsce jedynie pierwszą ratę liczącą 400 mln FRF. Zaś gdy Francja przestała płacić na swoje kraje satelickie, rozpadła się Bałtycka Ententa. A nastąpiło to jedynie w dwa i pół roku po przystąpieniu do niej Polski.

I tak reżim policyjny poprzez konstytucję kwietniową z 1935 r., czy rozbijanie wojskiem strajków spowodowało zaciskanie się pętli na szyi opozycji. Do otwartego w 1934 r. miejsca odosobnienia w Berezie Kartuskiej zaczęli trafiać tak komuniści (jak Alojzy Stolzberg), jak i ukraińscy nacjonaliści czy jacykolwiek ludzie jawnie krytykujący rząd. Po śmierci Piłsudskiego nastał nowy wódz, Edward Rydz ps. Śmigły, który szybko zaczął obudowywać się polityczną kliką. Był on głównym inicjatorem powstania Obozu Zjednoczenia Narodowego (ozon), ruchu i organizacji mającej połączyć zwolenników sanacji z endecją. Przy czym przejął on najgorsze cechy obu z nich - fanatyczny antysemityzm i antykomunizm, zajadły faszyzm oraz regionalny imperializm. Coraz częściej dochodziło do wystąpień robotniczych przeciwko panującej władzy, jak w Krakowie i w Kielcach z maja 1937 r., kiedy to wojsko zabiło 40 demonstrantów.

Natomiast na Bałkanach sytuacja zaczęła zmieniać się diametralnie w 1936 r. W odpowiedzi na faszystowskie represje ludność poparła konspiracyjne stronnictwa monarchistyczne, które wywołały 6 lipca powstanie w Salzburgu. W wyniku masowych wystąpień oraz przejścia policji i wojska na stronę protestujących (9.VII) kanclerz Kurt Schuschnigg wraz z rządem uciekli do Szwajcarii. Dzięki temu Otto Habsburg mógł wrócić do ojczyzny, gdzie został koronowany Cesarzem Austrii. Uruchomione zostały ponadto zabiegi dyplomatyczne mające na celu zjednoczenie z Królestwem Węgier, gdzie tron stał pusty. Regent Miklos Horthy po trwających pół roku negocjacjach dał zielone światło parlamentowi na koronację Otta I (m. in. w zamian za rewizję traktatu z Trianon). I tak oto ziściły się Austro-Węgry. W sposób znaczny zdestabilizowało to sytuację na Bałkanach, gdyż głównym celem polityki zagranicznej monarchii habsburskiej był powrót do granic z 1913 roku. Oficjalnie nie mówiono co prawda o drodze zbrojnej, ale naciski dyplomatyczne na Czechosłowację, Rumunię i Jugosławię zdawały się mieć nikły efekt. Jedynie ta ostatnia zrzekła się części terytorium - zachodniej części banowin Drawy i Sawy (z portem w mieście Rijeka). Życie pokazało, że reżim ten był nie mniej faszystowski niż istniejące przed nim. W drugą rocznicę obalenia Republiki cesarz-król Otto I po skonsultowaniu się z Radą Imperialną zdecydował się wystosować ultimatum wobec Czechosłowacji. Zażądał powrotu tego kraju w poczet habsburskiej własności. Prezydent Benes, skłócony z Polską i Niemcami, jak również pozbawiony wsparcia dawnych sojuszników z Bałkańskiej Ententy, znalazł się w izolacji. Mimo to, Benes postanowił odeprzeć imperialistyczną agresję Wiednia. Jednakże jedynie Czesi popierali swego prezydenta. Kiedy tylko Austria ogłosiła powszechną mobilizację wojsk, na Słowacji wybuchło antyrządowe powstanie. Bitwa graniczna trwała dwa tygodnie, zaś przygraniczna Bratysława zajęta została dopiero 19 lipca. Wojska austro-węgierskie z resztą zorganizowanego oporu wojsk czeskich na Słowacji rozprawiły się do połowy sierpnia. W tym samym czasie dotarto pod Pragę. Zdecydowanie zbyt późno Benes zaczął szukać wsparcia w Polsce, która mogłaby być jedynym rzeczywistym sojusznikiem, lecz ta (podobnie jak Niemcy) przyjęła postawę wyczekującą. Po nocnym szturmie Pragi z 20 na 21 września miasto padło, zaś prezydent z rządem uciekli do Pilzna. Od tego czasu kanclerz Adolf Hitler wzmógł presję na nieistniejące już de facto państwo by przekazać Niemcom Sudetenland (część Sudetów, gdzie Niemcy stanowili etniczną większość). Benes przystał na to w zamian za obietnicę bezpiecznego tranzytu jego i jego współpracowników na zachód Europy. Korzystając z okazji minister spraw zagranicznych Polski Józef Beck uzyskał zgodę tak Hitlera jak i kanclerza Austro-Węgier na przyłączenie Zaolzia do Rzeczpospolitej.

By zrozumieć postawę Polski w tym konflikcie należy spojrzeć na imperialną politykę zagraniczną Polski lat '30. Otóż, w 1937 roku, tuż po rozpadzie Bałtyckiej Ententy, prezydent Ignacy Mościcki, GISZ Edward Rydz i minister Beck na naradzie dotyczącej przyszłości Polski w Europie rozważali różne możliwości rozwoju sytuacji. Wedle notatek adiutanta marszałka Rydza najprawdopodobniejszymi opcjami były: 1) utrzymywanie wzajemnych gwarancji sojuszniczych z Francją i poszukiwanie tychże u Wielkiej Brytanii, 2) zbliżenie z Austro-Węgrami przeciwko Niemcom i Sowietom oraz 3) sojusz z Niemcami przeciw Sowietom. Trzecia opcja wymagałaby zrzeczenia się "korytarza", czyli Prus Środkowych. Druga opcja wikłałaby Warszawę potencjalnie w wiele konfliktów z państwami, które były do Polski raczej przyjaźnie nastawione. Pierwsza zaś - ryzykowny mariaż z nawet dwoma mocarstwami światowymi. Nie dziwi zatem, że to właśnie koncepcja Nowej Ententy wygrała. Dodatkowo, starano się rozgrywać dyplomatycznie Austro-Węgry przeciw Niemcom, co nie było aż tak trudne ze względu na zajęcie przez Wehrmacht większości Sudetenlandu, do którego pretensje rościł sobie Otto I.

Wraz z rozpadem Bałtyckiej Ententy przed Polską stanął problem rozwoju sił zbrojnych. GISZ uznał, że najważniejszym wyzwaniem gospodarczym będzie modernizacja wojsk lądowych i ich mechanizacja. W sztabie generalnym zaczęto zdawać sobie sprawę z konieczności wprowadzenia do arsenału nowoczesnych środków pancernych używanych jako mobilny odwód oraz siły przełamania. We wrześniu 1937 r. postanowiono o sformowaniu w ciągu roku 3 wzmocnionych brygad pancerno-motorowych. W grudniu zaś postanowiono o podwojeniu wysiłków produkcyjnych. Dzięki temu już w lutym 1938 r. sformowana została 10. Pancerno-Motorową Brygadę Kawalerii pod dowództwem płk Stanisław Maczek, którą skoszarowano w Kielcach. Z końcem kwietnia zaś pod generałem broni Gustawem Dreszerem Warszawska Dywizja Pancerno-Motorowa. I tak polskie wojska lądowe rozwijały się przez cały 1938 rok, lecz nic nie było w stanie zrównoważyć potencjału Niemiec. W obliczu słabości własnego lotnictwa, postanowiono wdrożyć do masowej produkcji przeznaczoną na eksport maszynę PZL P.24, z których planowano sformować 18 nowych dywizjonów. Równolegle do tego konstruktorzy opracowywali prototypowe egzemplarze nowej maszyny, która miałaby być wdrażana do lotnictwa wojskowego od jesieni 1939 roku. Zaś na przełomie 1938/39 r. siły zbrojne Rzeczpospolitej wyglądały dość słabo, mimo militarystycznego prężenia imperialistycznych muskułów przez faszystowski reżim.

Co ciekawe, konflikt austro-węgiersko-czechosłowacki nie był w Europie jedynym krwawym w tym okresie. Latem 1936 r. wybuchła w Hiszpanii wojna domowa między sekularystycznymi republikanami a nacjonalistycznymi zwolennikami generała Franco. Siły faszystowskie zostały jednak szybko zepchnięte do defensywy i niewiele wskazywało na możliwość odzyskania przez nich inicjatywy. Nie można zapomnieć o dużej pomocy Związku Sowieckiego dla sił broniących Republiki. Bo Związek postanowił wycofać się z głównego nurtu polityki międzynarodowej i zająć się własnymi problemami wewnętrznymi.